piątek, 13 grudnia 2013

PRZYPADKI


Nie bójcie się dzieci i wy dorośli analfabeci!  Nie będzie tu o gramatyce, a o medycynie i życiu jedynie. Przypadek odegrał wielkie znaczenie w dziejach ludzkości. Legendarne jabłko Newtona jest exemplum  znanym, lecz ponoć historia to nieprawdziwa. Jednak pokazuje coś co jest oczywiste. Przypadek musi być zauważony przez geniusza. W medycynie takowych (przypadków i geniuszy ) było sporo. Na początek Ignacy Semmelweis. Tu przypadek połączył się z tragedią pacjentek i samego Semmelweisa. Prowadził on w połowie XIX w.,  jako "prymariusz" (tak nazywano wówczas ordynatorów), oddział położniczo-ginekologiczny w Budapeszcie.  Olbrzymi procent rodzących tam kobiet umierał wskutek tzw. gorączki połogowej, czyli zakażenia układu rodnego po porodzie. Tuż obok w zakładzie prowadzonym przez zakonnice, takie same pacjentki rodziły o wiele bezpieczniej. Czemu tak się dzieje, pytał się sam siebie dr Ignacy. Tu trzeba powiedzieć, że w owym czasie zaczęła się rozwijać patomorfologia, czyli nauka o zmianach w tkankach na skutek chorób i poszukująca poprzez sekcje zwłok przyczyn śmierci. Wykonywali ją ci sami lekarze, którzy leczyli pacjentów. Z prosektorium, nie myjąc prawie rąk, wracali na oddział i rozpoczynali badanie kobiet po porodach. Przenosili bakterie i śmierć… . Pewnego dnia w czasie sekcji kolega Semmelweisa zaciął się nożem i zmarł mając takie same objawy jak owe nieszczęsne kobiety. Ignacy zrozumiał, że jest coś co przenosi się z człowieka na człowieka, siejąc śmierć i że to on i jego asystenci zarażali pacjentki. To odkrycie wstrząsnęło nim na tyle, iż nakazał mycie rąk w różnych substancjach po każdym badaniu, a sam popadł w obłęd czując się winnym śmieci pacjentek. Zamknięty w zakładzie psychiatrycznym zmarł pobity przez sanitariuszy po kolejnym ataku szału. Jego prace docenił Joseph Lister wybitny angielski chirurg, a Ludwik Pasteur potwierdził, że przyczyną są bakterie. Zgon kolegi uratował setki tysięcy istnień ludzkich. Ta tragiczna i przypadkowa śmierć okazała się zbawcza w oczach geniusza.

Aleksander Fleming odkrył w "popsutej" kolonii bakteryjnej to co uratowało miliony istnień. Jedną z hodowli odstawił gdzieś na bok i jak to w laboratorium mikrobiologicznym pojawiła się na niej pleśń. Większość jego kolegów wyrzucałaby szalkę z ową hodowlą jako zepsutą. On  jednak spojrzał na nią i zobaczył, iż wokół pleśni nie rosną bakterie. Zapytał więc sam siebie, co jest w tym grzybku, że odstrasza bakterie. A ów grzybek nazywał się penicillinum notatum. Ponad 20 lat zajęło wykrystalizowanie czystej penicyliny, a gdyby nie II Wojna Światowa, wprowadzono by ją do leczenia dopiero w latach 50-tych. Potem rynek antybiotyków wzbogacił się o dziesiątki preparatów naturalnych i syntetycznych i obecnie mamy kłopot z antybiotykooprnością. Ale to już zupełnie inna bajka. 

Podobnie "szczęście" z odrobiną geniuszu mieli Marshal i Warren, których odkrycie było dla gastroenterologów czymś na kształt teorii Kopernika po wiekach niewiedzy i błądzenia na oślep. Do czasu ich odkrycia, studentów medycyny uczono, że kwas solny w żołądku prócz czynności trawiennych, odgrywa rolę w odporności niszcząc wszelkie bakterie jakie dotrą do niego z pokarmem. Badacze z Australii jednak "posiali" treść z żołądka na płytki z pożywką. Jedną z nich zostawili też gdzieś na boku po wyrzuceniu innych na których nic nie rosło. Po przerwie, bodaj wielkanocnej, wrócili do laboratorium. Na szalce coś rosło! Po prostu bakteria, którą odkryli potrzebował więcej czasu niż inne.  "Zamieszkiwała" w żołądku dzięki pewnym mechanizmom, unikając atakom kwasu. Ci więcej okazało się, że to ona powoduje w większości przypadków wrzody.  Ba, jeden z badaczy nawet zaraził się celowo wyhodowaną bakterią , miał wówczas objawy choroby wrzodowej i wyleczył się odpowiednim zestawem antybiotyków i leków przeciw wrzodom. Całkowicie wywróciło to ówczesną wiedzę medyczną.

Takie "przypadki"  obserwował każdy z nas. Problem tylko w tym czy zauważyliśmy w nich owo zarzewie zmian, czy potraktowaliśmy jak coś dziwnego, ale zbędnego. Natura dość pilnie strzeże swoich praw. Żeby je zobaczyć trzeba wyjść poza stereotyp i kiedy na głowę spada nam jabłko, nie wzywać pani lekkich obyczajów, ale masując bolące miejsce zapytać czemu ono tak właściwie spadło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz