sobota, 9 kwietnia 2016

SYGNAŁY „S.O.S” Z NASZEGO CIAŁA – PRZEWÓD POKARMOWY



Zdecydowana większość chorób poza, co oczywiste, urazami i niektórymi ostrymi infekcjami powstaje w dłuższym okresie czasu. Dotyczy to również, jeśli nie zasadniczo schorzeń nowotworowych. Fakt ten wykorzystywany jest przez naukowców i lekarzy dla tak zwanej wczesnej diagnostyki nowotworów, czyli wykrycia  ich w fazie, gdy są całkowicie wyleczalne. A takie stadium ma każdy nowotwór. Nie wchodząc w szczegóły wygląda to mniej więcej tak: na skutek działania czynników wewnętrznych (endogennych) takich jak nasz materiał genetyczny, gdzie może być zapisana skłonność do pewnych typów nowotworów oraz czynników zewnętrznych, o których za chwilę, dochodzi do przemiany zdrowej komórki w komórkę nowotworową (zmiany na poziomie materiału genetycznego czyli DNA). Komórka nowotworowa charakteryzuje się przede wszystkim tym, że może w sposób nieograniczony dzielić się i „nie słucha” sygnałów, jakie napływają ze strony organizmu, nakazujących jej zaprzestanie podziałów. Oczywiście posiadamy mechanizmy, które potrafią bądź to naprawić uszkodzenie DNA, lub jeśli jest to już niemożliwe nakazują komórce obumrzeć. To ostatnie zjawisko nazywamy apoptozą. Niestety te mechanizmy obronne czasami zawodzą, zwłaszcza w starszym wieku – stąd większość nowotworów występuje u ludzi starszych. Jeśli już komórka taka „oszuka” organizm zaczyna rozwijać się guz nowotworowy. Proces ten trwa dosyć długo czasami wiele lat, nie dając żadnych objawów. Okazuje się jednak, że nie jest to do końca prawda i uważna obserwacja swojego ciała, a także wiele nowoczesnych i nieinwazyjnych badań może wykryć raka już w takim „przedobjawowym” stanie. Jeśli to się nie uda, guz rośnie dalej, powoli atakując (naciekając) sąsiednie tkanki, a pojedyncze komórki odrywają się od niego i z prądem krwi lub chłonki docierają do innych narządów powodując przerzuty. 
Jak zatem wykryć raka w  fazie całkowicie uleczalnej? Czy jest to możliwe? Odpowiedź jest twierdząca. A jej imię to profilaktyka.
Nauka udowodniła po wielokroć wpływ wielu substancji i/lub zachowań człowieka na rozwój nowotworu. Kto nie słyszał o szkodliwości palenia tytoniu, pyłu azbestowego czy nadmiaru alkoholu? Wszystko to poddano szczegółowej analizie i opublikowano jako „Europejski Kodeks Walki z Rakiem”. Zamieszczam poniżej link do niego.
http://www.kodekswalkizrakiem.pl/download/pdf/kodeks-pacjenci.pdf

Ten dokument warto znać, a przede wszystkim stosować zawarte w nim zalecenia. Zbyt wiele razy obracamy w żart niepalenie, odchudzanie się czy aktywność fizyczną. Problem w tym, że za kilkanaście lat może być całkiem nie do śmiechu.
Zanim przejdziemy do omówienie „sygnałów”, jakie wysyła nam nasze ciało, gdy coś niedobrego się dzieje kilka słów o profilaktyce. Dzieli się ona na pierwotną, czyli właśnie przestrzeganie zasad „zdrowego stylu życia” oraz wtórną, to jest poddawanie się badaniom profilaktycznym coraz szerzej oferowanych przez szpitale, poradnie czy NFZ. Niestety odsetek osób zgłaszających się na te darmowe badania jest przerażająco niski. W naszym kraju słowo „rak”, nadal kojarzy się jednoznacznie ze śmiercią. Co więcej krążą przedziwne poglądy-legendy, że nowotworu nie powinno się operować bo „jak dostanie powietrza” to pewna śmierć w męczarniach. Ile razy zdarza się lekarzom słyszeć od pacjenta: „Doktorze, a jak w tym badaniu okaże się, że mam raka?”. No cóż - odpowiadam wówczas – przecież i tak by tam był nawet gdybyśmy nie zrobili badania. Czy jeśli nie widziałem na własne oczy Muru Chińskiego to znaczy, że go nie ma? Chowanie głowy w piasek to najgorsza decyzja. Teraz już wiemy, że jest nowotwór, określimy dokładnie jak jest zaawansowany i zaczniemy go leczyć. Im wcześniej, tym lepiej. Nie ma innej drogi!
Musimy jeszcze wspomnieć o tak zwanych stanach przedrakowych. Jest to szereg chorób i stanów patologicznych, które jeśli nie będą odpowiednio leczone z dużym prawdopodobieństwem przekształcą się w nowotwór. Lista tych schorzeń jest długa i oczywiście nie wymienimy wszystkich. Otyłość nie jest typowym stanem przedrakowym, lecz udowodniono, że wyjątkowo sprzyja powstawaniu raka trzustki, narządów rodnych, pęcherzyka żółciowego i innych organów. Typowo rak rozwija się na bazie wrzodziejącego zapalenie jelita grubego, choroby Crohna, przełyku Barreta (związany z refluksem przełykowo-żołądkowym i otyłością), niektórych polipów żołądka i jelita grubego i wielu innych chorób. Pewne schorzenia związane są ze 100% przekształceniem się w raka. Należy do nich polipowatość rodzinna jelita grubego, gdzie jedynym leczeniem jest całkowite usuniecie tego organu. Niezwykle ważne jest to, że dla tych stanów opracowano metody nadzoru (najczęściej endoskopowego i/lub biochemiczne badania płynów ustrojowych), pozwalające na wykrycie faktu zbliżającej się przemiany w raka i odpowiednia interwencję – często małoinwazyjną np. laparoskopową.
W tym artykule skupimy się na przewodzie pokarmowym. Jest on zespołem „rur” -  przełyk, żołądek i jelito cienkie i grube do których uchodzą substancje wytwarzane przez takie narządy jak ślinianki, trzustka, wątroba. Nabłonek żołądka i jelit sam wytwarza wiele enzymów, które służą trawieniu, a także wielką ilość innych czynników regulujących ich pracę. Właściwie rzecz ujmując, przewód pokarmowy działa niezależnie od naszej woli, a także posiada własny system kontroli nerwowej i hormonalnej. Tak skomplikowana „maszyneria” ulega niestety awariom. Jedne są błahe i nie wymagają żadnego leczenia, inne wręcz przeciwnie są zagrożeniem dla życia. Prawie zawsze jednak organizm wysyła nam sygnały ostrzegawcze. Nie zawsze jest to silny ból, krwotok czy inny wyraźny i niepokojący objaw. Czasami sygnał jest słaby i niejednoznaczny i tylko konsultacja z lekarzem i badania dodatkowe pozwala na jego odczytanie. Przyjrzyjmy się zatem owym znakom, aby choć w części nauczyć się je czytać.
Łaknienie to chęć i gotowość przyjmowania pokarmów. Jego zaburzenia są zazwyczaj wtórne do innych schorzeń. Każdy wie, że w czasie grypy, anginy czy zaraz po operacji nie mamy ochoty na jedzenie. W niektórych przypadkach zaburzenia łaknienia mają podłoże psychiczne, a przykładem jest anoreksja czy wręcz przeciwnie patologiczne obżarstwo. W okresie ciąży występują zaburzenia, które nazywamy łaknieniem opacznym polegające na nagłej potrzebie spożycia niecodziennych posiłków lub dziwacznych zestawień pokarmów.
Od zaburzeń łaknienia należy odróżnić utrudnienia w przyjmowaniu pokarmu. Tu musimy wprowadzić dwa terminy medyczne dysfagię i odynofagię. Pierwszy oznacza utrudnienie przełykania, drugi ból w czasie tego aktu. Odynofagię najczęściej łączy się ze stanami zapalnymi gardła i przełyku. Może jednak być sygnałem raka. Zawsze wymaga konsultacji laryngologa i gastrologa. Dysfagia to objaw bardziej niepokojący. Może być następstwem chorób układu nerwowego czy uchyłka przełyku, lecz najczęściej niestety jest objawem raka przełyku. Kiedy utrudnienie przełykania dotyczy płynów (początkowo dotyczy pokarmów stałych), zaawansowanie procesu może być duże. 
Nieprzyjemny zapach z ust to dość częsta skarga wielu pacjentów. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele. Po pierwsze zęby!!! Niestety większość Polaków nie dba o nie. Próchnica dotyczy większości dorosłej populacji, a o zębach dzieci lepiej nie pisać. Z innych przyczyn należy wymienić choroby przełyku (uchyłki a nawet raka), refluks przełykowy choroby metaboliczne. Dość często nie udaje się ustalić jednoznacznej przyczyny, a niekiedy to tylko pacjent ma wrażenie niemiłego oddechu a w istocie nie ma to miejsca.
Niepokojący wielu pacjentów nalot na języku może być związany z zaniedbaniami higieny jamy ustnej, zwłaszcza u osób starszych i osłabionych. Przy długotrwałej kuracji antybiotykami może być przejawem grzybicy. W większości przypadków nie ma on związku z żadna chorobą.
Wzmożone ślinienie (niezwiązane ze spożywaniem posiłków) może być objawem chorób przełyku w tym raka. Należy wtedy zawsze udać się do lekarza w celu zdiagnozowania choroby.
Częstym, nieprzyjemnym i niepokojącym chorego objawem jest zgaga. Pod tym pojęciem rozumiemy uczucie pieczenia czy bólu w okolicy dolnej części mostka, który może promieniować do pleców, barku czy szyi. Niekiedy ból jest tak silny i ostry, że lekarz podejrzewając zawał kieruje chorego do szpitala. Przyczyną tego jest zarzucanie treści  żołądka z kwasem solnym do przełyku (rzadziej występuje zarzucanie treści alkalicznej z dwunastnicy). Wynika to z uszkodzenia z różnych przyczyn mechanizmu zabezpieczającego w obrębie połączenia przełyku z żołądkiem. Po wykluczeniu innych przyczyn bólów (choroba wieńcowa serca!) należy rozpocząć leczenie u gastrologa.
Nudności i wymioty to właściwie ten sam objaw, ale o różnym stopniu nasilenia. Przyczyn wymiotów jest wiele i wynikają one z bardzo różnych stanów patologicznych, często nie mających żadnego związku z przewodem pokarmowym. Pewne przeżycia psychiczne zwłaszcza o negatywnym zabarwieniu kończą się wymiotami. Nie bez kozery mówimy że ktoś zwymiotował z obrzydzenia czy strachu. Jednak większość wymiotów oznacza jakąś chorobę niekiedy błahą, lecz niestety czasami ciężką. Ostre wymioty to skutek zapalenia błony śluzowej żołądka, ostrej infekcji bakteryjnej  tzw. zatrucia pokarmowego, czy zatrucia substancjami wdychanymi czy połkniętymi. Długotrwałe nudności są objawem, który należy zweryfikować badaniem endoskopowym. Chorych zazwyczaj niepokoi to, że wymiotują żółcią. Prawda jest taka, że po zwróceniu zawartości żołądka, w wymiocinach będzie znajdowała się żółć, która cofa się z dwunastnicy do żołądka. Wymioty są również następstwem choroby wrzodowej, zawłaszcza powrzodowego zwężenia odźwiernika (pojawiają się w około 30 min po posiłku). Nudności wraz z silnymi bólami nadbrzusza to również klasyczny symptom zapalenia trzustki. Wymioty treścią pokarmową a następnie jelitową z towarzyszącym wzdęciem brzucha wskazują na niedrożność jelit. Jej przyczyna to najczęściej uwięźnięte przepukliny lub guzy nowotworowe.  Nudności poprzedzające ból w prawej dolnej okolicy brzucha występują przy zapaleniu wyrostka robaczkowego.

Wymioty krwawe powstają w wyniku krwawienia z wrzodu żołądka lub dwunastnicy lub innych rzadszych stanów chorobowych jak np. żylaki przełyku. W przypadku krwawienia o mniejszym natężeniu, lecz równie niebezpiecznego, pojawia się tak zwany smolisty stolec,  nazywany tak ze względu na czarne zabarwienie. W obu przypadkach potrzebna jest natychmiastowa interwencja endoskopowa lub chirurgiczna.

Pojawiające się osłabienie z niedokrwistością może wskazywać na źródło przewlekłego pokrwawiania. Może to być guz żołądka lub częściej jelita grubego. Taki objaw wymaga znalezienia przyczyny anemii, której nigdy nie należy lekceważyć.   

Wzdęcie brzucha  towarzyszy wielu chorobom przewodu pokarmowego. Może wystąpić przy ataku kolki żółciowej czy zapaleniu trzustki. Wzdęcie, któremu towarzyszy zatrzymanie gazów i stolca to objaw zaburzenia przesuwania treści jelitowej, czyli niedrożności. Niedrożność należy intensywnie leczyć, zazwyczaj operacyjnie.

Zaparcie to objaw bardzo częsty. Najpierw należałoby powiedzieć kilka słów o normie. Przyjmuje się, ze szeroko pojęta norma wypróżnień to jeden stolec na trzy dni lub trzy stolce dziennie. Oczywiście dobrze jest, jeśli stosunek ten wynosi1:1. W większości przypadków zaparcia wynikają z nieodpowiedniej diety (brak błonnika!) , a także stylu życia (pośpiech i brak czasu na wypróżnienie wtedy kiedy pojawia się potrzeba). Samo zaparcie nie jest objawem niepokojącym. Bardziej niepokoi zmiana charaktery wypróżnień. Przykładowo ktoś latami boryka się zaparciem, a nagle zaczyna mieć biegunki. Rzadziej występuje równie niepokojąca sytuacja odwrotna- nagle pojawiają się zaparcia, których nigdy nie było. Jeszcze jeden objaw może świadczyć o powoli rozwijającym się guzie odbytnicy. To uczucie niepełnego wypróżnienia.  Po wydaleniu stolca pozostaje uczucie „że coś jeszcze zostało”. Zawsze konieczna jest pilna wizyta u chirurga.

Krew w stolcu to objaw,  który jednoznacznie świadczy o jakiejś chorobie w obrębie odbytu, odbytnicy lub wyższych partii jelita. Nigdy nawet pojedynczego pojawienia się krwi nie należy lekceważyć. Absolutnie nie wolno leczyć „hemoroidów” bez konsultacji z chirurgiem. Następne krwawienie może pojawić się za pół roku-rok, gdy rak będzie już w stadium nieoperacyjnym z przerzutami. Tu czas gra najważniejszą rolę. Oczywiście nie każda krew w stolcu oznacza raka. Wręcz przeciwnie jest on tu w mniejszości. Ale o ile z hemoroidami czy szczelina odbytu można czekać, tak z rakiem nie… .

Najtrudniejsze zadanie dla lekarza to diagnostyka bólów brzucha. Tu nie ma jednoznacznej  odpowiedzi, a często nawet skomplikowane badania dodatkowe nie wyjaśniają ich przyczyny. Bóle brzucha dzielimy na kolkowe i stałe. Bóle kolkowe mają charakter napadowy i charakteryzują się dużym nasileniem. Chory nie jest w stanie pokazać gdzie właściwie go boli. Kolki występują w przypadkach kamicy nerkowej czy pęcherzykowej (żółciowej). Kolki jelitowe mogą wskazywać na niedrożność Ustępują zazwyczaj po lekach rozkurczowych. Bóle stałe są objawem głębszych zmian w obrębie jamy brzusznej. Mogą występować w wielu stanach chorobowych, a ich nasilenie jest niezwykle zróżnicowane, od nieznacznego pobolewania  do bólów nowotworowych, które trudno opanować najsilniejszymi narkotykami. Jeśli bóle powtarzają się lub maja charakter ciągły wizyta u lekarza jest niezbędna. Proste i nieinwazyjne badania jak np. USG często wyjaśniają ich pochodzenie i wskazują na sposób leczenia. Niekiedy trzeba diagnostykę pogłębić o endoskopię czy tomograf komputerowy. Nie wolno leczyć się samemu.

Ból choć jest nieprzyjemny i boimy się go jest w pewnym sensie naszym sprzymierzeńcem. Bez istnienia bólu nie rozpoznalibyśmy nadchodzącego niebezpieczeństwa śmiertelnej choroby. Jest jednym z sygnałów S.O.S jakie wysyła nasze ciało. Pamiętajmy o nich, nie lekceważmy ich, gdyż może się zdarzyć, że już się nie powtórzą. Ciało informuje nas o swoim stanie, jeżeli nie rozumiemy jego języka, nie zwlekajmy i idźmy do lekarza. Tam za pomocą badania lekarskiego i badań dodatkowych rozszyfrujemy informacje.  Nie warto czekać „aż przejdzie”, bo może być za późno.


piątek, 12 lutego 2016

POGRZEB ZŁOTEGO KONIA



Nie pamiętam tytułu tego filmu. Był amerykański i czarno-biały. Jest też możliwe, że był kolorowy ale ja, oglądając go jakieś czterdzieści lat temu tak go zapamiętałem, bo nie miałem jeszcze kolorowego telewizora. Jeden z bohaterów opowiadał swojemu rozmówcy historię z dzieciństwa. Rzecz miała miejsce w czasach wielkiego kryzysu, zaś ojciec bohatera  stracił pracę i imał się dorywczych zajęć aby wyżywić rodzinę. Zbliżało się Boże Narodzenie i mimo ogólniej biedy wystawy sklepowe w Nowym Jorku (bo tam bodaj działa się akcja) jarzyły się kolorowymi światełkami i zapełnione były zabawkami. Kiedy chłopiec z rodziną przechodził obok jednej z nich ujrzał konia na biegunach. Był niezwykły. Jego tułów,  głowa, grzywa, ogon i bieguny były... złote. Czegoś równie pięknego nie widział nigdy przedtem. Zatrzymał się i zaczął prosić rodziców aby kupili mu konia na Gwiazdkę. Płakał, tupał nogami. Oczywiście cena konia była absurdalnie wysoka w stosunku do możliwości bezrobotnej rodziny. Po jakimś czasie łkający chłopiec z rodzicami wrócił do domu. Mijały dni i w potoku codziennych zajęć powoli zapominał o koniu. Aż przyszła Wigilia. Rodzina spożyła skromną, kryzysową wieczerzę. Nadszedł czas wręczania prezentów. Matka powiedziała do chłopca: "Zajrzyj do swojego pokoju, może Mikołaj przyniósł ci coś".
Zostawmy jednak na chwilę naszego chłopca wchodzącego do pokoju. Wrócimy do niego.
Czym jest dorosłość? Wielokrotnie , kiedy już uznałem się za dorosłego myślałem o tym. Oczywiście definicji jest wiele. Odpowiedzialność za czyny, słowa, umiejętność przewidywania skutków popełnianych czynów. Ja stworzyłem dla siebie (zapewne wielu już wpadło na to przede mną) jednozdaniowy opis owego zjawiska. Jest to umiejętność czekania. Dlaczego? Otóż  wtedy już "wiemy jak jest" lub "jak będzie". Widzieliśmy to już, robiliśmy. Dotyczy to prawie każdej dziedziny życia. Również seksu. Starożytni  Rzymianie mawiali: "post coitum omne anilam triste est".   Podobno dopowiadali: "praeter gallum, qui post coitum cantat" . Coś w tym jest. Spełnienie oznacza kres podróży. Dalej nie ma już nic. Jest więc jakaś mądrość w greckim przysłowiu, że "najpiękniejsza jest chwila miedzy zaproszeniem a rozpoczęciem podróży" .  Autor Kubusia Puchatka też chyba o tym wiedział wkładając w usta sympatycznego misia słowa iż " Jedzenie miodu jest bardzo miłe. Ale jest taka chwila, tuż przed rozpoczęciem jedzenia, kiedy jest jeszcze milej, niż w chwili, gdy się już je".
Pamiętam taką właśnie chwilę z mojego życia. Początek lat 90-tych. Można już jeździć na "Zachód" . Co prawda na granicy sprawdzają jeszcze paszporty, ale w ciągu dwóch tygodni objeżdżamy pół Europy. Paryż, Rzym, Wenecja. Miasta, o których czytałem, widywałem na filmach, stoją otworem. Chodzę po ich brukach. W Paryżu, Luwr. Kilometry korytarzy z Rubensem, Boticellim, Rembrantem, El Greco i dziesiątkami innych. Muzea Watykańskie i Coloseum w Rzymie, most Rialto i Canale Grande w Wenecji. Ufizzi i Ponte Vecchio we Florencji. Ikony kultury europejskiej na dotyk ręki. I właśnie w Luwrze nagle w oddali tłum ludzi oglądający coś na jednej ze ścian. Po chwili zbliżamy się do tego miejsca i jest ona. Mona Lisa. W kasecie z pancernego szkła, pochłaniającego światło fleszy (choć nie wolno oficjalnie ich używać). Obok strażnik tylko dla niej. Patrzę na nią i odczuwam coś dziwnego. Obraz jest nieduży (choć właściwie nie wiem czemu spodziewałem się większego) i wtedy przychodzi m do głowy idiotyczne skojarzenie, że właściwie wygląda jak  reprodukcja na bombonierce produkcji Wedla. Starsi może pamiętają ową olbrzymią bombonierkę z obrazem właśnie Mony Lisy. Zjadłem miód?
Takich momentów w moim, a zapewne i każdego człowieka życiu było wiele. Jakiś niedosyt, rozczarowanie tam, gdzie powinna być euforia i radość. Może wynika to ze zbyt późnego doświadczenia lub też przeciwnie, ze zbyt wczesnego. Nie wiem.
Wróćmy  do naszego bohatera. Stanął zatem w drzwiach pokoju i kiedy mama zapaliła światło ujrzał... złotego konia. Stał na środku pokoju i jakby mówił: "jestem twój, możesz się bujać na mnie, bawić się ze mną" . Jak się tam znalazł? Bardzo prozaicznie. Ojciec brał dodatkowe zajęcia, matka też zarobiła trochę pomagając w domach bogaczy. W końcu uzbierali na wymarzony prezent syna. Chłopiec z początku zaniemówił, stał jak zaczarowany w progu, a po pewnej chwili z okrzykiem radości pobiegł w kierunku konia. Odbił się od podłogi nogami i wskoczył na niego. I w tym momencie zabawka rozleciała się na wiele kawałków. Odpadł łeb i ogon, a bieguny polecały w rożnych kierunkach. Koń w środku był pusty, a dla oszczędności wykonano go z cienkiej sklejki pomalowanej jedną warstwą złotej farby... .  

niedziela, 30 sierpnia 2015

"TRADYSZYN"



Na początek anegdota. Na stacji, pośrodku nocy i podróży zatrzymuje się pociąg dalekobieżny. Jeden z pasażerów, ziewając otwiera okno i widzi gościa w kolejarskiej czapce, który chodzi wzdłuż pociągu i długim młotkiem z dziwnymi obręczami na trzonku, uderza w koła. Zaciekawiony pyta kolejarza: "Panie, co pan robi właściwie, zawsze chciałem o to zapytać, a teraz mam okazję". "Hm", odpowiada pracownik PKP, "uderzam w koła młotkiem, tak mnie nauczył mój majster 40 lat temu i od tej pory tak robię..." . Kolejarz powoli, nadal pukając w koła oddalił się, a  pociąg  wśród zgrzytu  szyn ruszył w dalszą podróż. Pasażer zamknął okno i ziewając pomyślał: "Pewnie to jakaś kolejarska  tradycja".   
Podobnie miłośnicy musicali pamiętają, że na większość pytań, o czasami dziwne zachowania mleczarz Tewie odpowiadał: "bo taka jest nasza tradycja".
Tradycja to rzecz święta dla wielu. Ba, twierdzą oni nawet, że pozwoliła zachować tożsamość narodową wielu uciskanych przez ciemiężcę (w tym oczywiście polskiego) narodów. Może to prawda w sensie języka, kultury czy pewnych (o tym dalej) obrzędów religijnych.  Są jednak tradycje, które budzą mój sprzeciw. Tradycje mogą, a nawet muszą podlegać weryfikacji kulturowej czy moralnej. Wiwlowiekową tradycją było niewolnictwo, czy w okresie nam bliższym segregacja rasowa. W drugiej połowie XX wieku w najpotężniejszym państwie świata, człowiek czarnoskóry nie mógł skorzystać z tego samego pisuaru co biały, że o wspólnym posiłku w restauracji nie wspomnę. To działo się na 5 lat przed lotem człowieka na Księżyc. To wszystko miało miejsce po tym co amerykańscy żołnierze zobaczyli w Dachau, a polscy i sowieccy w Auschwitz do czego prowadzi nienawiść na tle rasowym lub kulturowym.  W domach Niemców, ludzi wierzących w Boga, ba nawet domach parafialnych księży i pastorów służyli niewolnicy z podbitych krajów. Taka tradycja i możliwość jakie dał Führer. Dziś oficjalnie  (podkreślenie moje) nie ma już niewolnictwa i segregacji rasowej. Jest natomiast tradycja. Ma się dobrze, ba coraz lepiej, gdyż wielu ludzi postanowiło sięgnąć "do korzeni". Dotyczy zarówno ludzi jak i zwierząt. O ile ludzie w większości krajów są chronieni prawem (z jakim trudem się to zmienia niech świadczy obrzydliwa postawa prawicy i kościoła wobec tzw. ustawy przemocowej), tak sytuacja zwierząt mało kogo obchodzi. Większość z 5000 bogów i innych "bytów wyższych", którzy są czczeni na naszej planecie, wskazuje poprzez tzw. święte księgi (cała biblioteka! ) lub też poprzez bezpośredni kontakt założycieli danej religii z bogiem (czasami odpowiedniej dawki alkaloidów), wskazuje na służebną rolę zwierząt wobec człowieka.  Taka optyka, poparta przecież przez jednego z wielu bogów, stwarza nieskończone możliwości znęcania się na naszymi braćmi mniejszymi. W Nepalu corocznie zabija się toporem tysiące wołów, aby oddać cześć pewnej bogini. Nakazała ona również smarowanie krwią zabitych zwierząt samolotów startujących z miejscowego lotnika. że o drobniejszych pojazdach nie wspomnę. Ot, piękne połączenie tradycji z nowoczesnością. Ale jak można zakazać tym ludziom tradycyjnych obrzędów. Co będzie jak bogini się pogniewa, a poza tym obrazilibyśmy ich uczucia religijne. Zdjęcia z owej rzezi są tak straszne, że normalnemu człowiekowi robi się niedobrze. Podobnie jak tradycyjna rzeź grindwali na Wyspach Owczych. Zacytujmy portal Onet.pl : " Mimo sprzeciwów obrońców zwierząt, krwawa tradycja jest zaciekle broniona przez władze wysp i lokalnych mieszkańców. W tym roku tylko jednego dnia zarżnięto 250 zwierząt. Myśliwi wypatrują zwierzę i rybackimi łodziami zapędzają je do zatoki. Żeby wyciągnąć walenie na brzeg, w otwory oddechowe wbijają im tępe haki. Gdy ssaki są już wystarczająco blisko brzegu, przyłączają się kolejni mieszkańcy. Walenie zabija się następnie specjalnymi nożami. Woda w zatoce staje się czerwona od krwi. Brutalny rytuał często obserwują dzieci. Mięso z waleni jest rozdzielane między mieszkańców Wysp" . Jak wiadomo na tych wyspach nie panuje głód czy inne klęski zmuszające ludzi do takich zachowań. Jest to robione dla zabawy. Podobnie dla zabawy w katolickiej Hiszpanii odbywają się corridy. No tu entourage jest przebogaty. Tradycja, siła, męskość i inne podobne brednie uzasadniają ów dochodowy (nikt tego nie kryje) proceder. Turyści kupują bilety, są specjalne farmy hodujące odpowiednie byki. Cały obrzydliwy przemysł zabijania dla prymitywnej zabawy. Albo chora gonitwa oszalałych ze strachu byków w Pampelunie. Tradycja wielowiekowa chyba.
Są też i inne chore tradycje. Tym razem chodzi o niszczeni żywności. Nie dość, że z restauracji w krajach zachodnich wyrzuca się reszki jedzenia warte miliardy, to dla zabawy używa pokarmu  do rzucania w siebie. Taka zabawa zwana tomatiną odbywa się w (znowu!)  Hiszpanii a we Włoszech z kolei miłośnicy rozrywki rzucają w siebie pomarańczami. Nie wiem czy jest to przypadek ale oba kraje są "modelowo" katolickie. Gdyby Jezus istniał chętnie zapytałbym go czy należy w ten sposób postępować z jak sam powiedział. "owocami ziemi i pracy rąk ludzkich" . Obie zabawy budzą mój wstręt.
My w Polsce też nie mamy się czego powstydzić. Do naszych miast raz po raz zajeżdżają cyrki, które ku uciesze dzieci i starszych, o niewiele większych rozumach, pokazują tresurę zwierzą. Nieszczęsne zwierzaki wykonują podskoki, tańce i podobne hołubce, jakże "charakterystyczne" dla ich zachowań w naturze,  czynności. W jednej z bydgoskich gazet, starsza pani zapytana w ulicznej sondzie o zwierzęta w cyrku powiedziała, że tak jak sportowcy potrzebują treningu, tak zwierzęta tresury. Niestety większość społeczeństwa reprezentuje poziom intelektu owej pani. Na całe szczęście pojawiają się ludzie i  głosy zabraniające tego typu prymitywnej rozrywki. Piękną postawę zaprezentował prezydent Słupska pan Biedroń nie wypuszczając do miasta cyrku ze zwierzętami.
Psy  przywiązane na dwumetrowym łańcuchu do budy z blachy falistej to norma. Po co głupiemu bydlęciu  coś innego, niech się cieszy że ma miskę i że nie utopiono go jak był szczeniakiem. Weterynarz dla psa lub kota? Wielkopańskie fanaberie. No może krowa bo daje mleko, a pies jak zdechnie (w Polsce umierają tylko ludzie)  to się weźmie nowego.
Miną pokolenia nim ludzie zrozumieją (a jestem pewien że tak), iż nie należy krzywdzić dla zabawy istot czujących ból i strach tak jak my. Mam nadzieję, że wnuki owej pani  wypowiadającej się na temat tresury zwierząt dojdą do wniosku, że babcia nie miała racji. Być może,  zmiany klimatu i klęski głodu również w Europie spowodują, że nabierzemy szacunku do tego co jemy. Nie jest to myśl ani nowa, ani odkrywcza. C.K. Norwid pisał:
 " Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba....
Tęskno mi, Panie...
 Do kraju tego, gdzie winą jest dużą
Popsować gniazdo na gruszy bocianie,
Bo wszystkim służą...
Tęskno mi, Panie..."
Czasami warto czytać starych poetów. To ludzie dobrej woli i dobrej tradycji. Nim uderzymy młotkiem w coś zastanówmy się czy kogoś nie zaboli, a przynajmniej wiedzmy czemu to robimy.