piątek, 25 września 2020

Co się stało z naszą klasą?

Podobno czytelnictwo i czerpanie wiedzy o świecie przeszło do Internetu. Nie mam pewności, ale coś jest na rzeczy. Wróciliśmy w pewnym sensie, do kultury obrazkowej. Nie mylmy jej jednak z malowidłami z Lascaux czy podobnymi. Tamte przypominały wówczas, obecną twórczość Wajdy czy Tokarczuk.  Te dzisiejsze to proste teksty czy obrazki odpowiadające temu co chcemy (inni chcą) zobaczyć. Sądzę, że  około 60% społeczeństwa tego właśnie oczekuje. Życie jest wystarczająco okrutne i zajmujące, żeby jeszcze dokładać sobie. Tak więc „Wyspa miłości” czy jakiś „Hotel rozkoszy”, zapełniony panami z siłowni i dziewczynami, które przed chwilą opuściły studio tatuażu i gabinet kosmetyczki, spełnia całkowicie wymogi i pozwala marzyć. Jak mi się zdaje,  starożytny teatr, a zawłaszcza komedie, służyły temu samemu. Pojęcie „katharsis” jest dość pojemne. Nieco spłycając, „Persil” różni się od „Polleny” , choć w istocie robią to samo.  Jest jednak ciemniejsza strona tego medalu. O ile pamiętam, Stanisław Lem napisał, że dzięki Internetowi, dowiedział się ilu na świecie jest idiotów. Istotnie, sieć pozwala „policzyć się”. Tworzą się grupy modelarzy, hodowców kanarków czy amatorów nocnego biegania. Oczywiście są też inne, ale o tym sza. Internet jest też Biblioteką Aleksandryjską naszych czasów. Jest w nim ponoć cała wiedza świata. Spełniło się marzenie pokoleń o tym, że wszyscy mają dostęp do tego, co odkrył i wie człowiek. Olga Tokarczuk w swym wykładzie noblowskim wspomniała Amosa Komenskiego, który zakładał w XVII w., że powszechny dostęp do wiedzy, zapewni pokój i szczęście. Mimo częściowego spełnienie marzeń tego filozofa ( w sensie dystrybucji wiedzy) , nie zbliżyliśmy się do owego stanu ani o milimetr. 

Wróćmy jednak do obrazków w necie. Niektóre są znakomite. Czasami podziwiam ludzką kreatywność w zestawianiu, z pozoru nie mających z sobą nic wspólnego, cytatów czy obrazów. Efekt jest niekiedy „bombowy”.  Ostatnio przykuł moją uwagę pewien „mem”, bo tak nazywają się owe kolaże. Sama idea memu , jest chyba nieco inna i pochodzi od Richarda Dawkinsa. W jego rozumieniu oznaczał on replikator, inny niż gen. Mem jest replikatorem zjawisk kulturowych i społecznych, odpowiadając za ich rozprzestrzenianie się. Ulega podobnie jak gen mutacjom. Powstała nawet oddzielna gałąź nauki zajmująca się tym zagadnieniem, memetyka. Trzymajmy się jednak  przyjętej powszechne nomenklatury, co jest chyba właśnie przejawem tego, co miał na myśli Dawkins.  Ów wspomniany mem wyglądał tak.  Zdjęcie podzielone na pól. Górna część zatytułowana: „Naukowcy wczoraj”. Przedstawia roześmianego faceta otoczonego napisami w rodzaju: „Niedługo lat na Marsa”, „Istota ciemnej materii już prawie wyjaśniona”, „Nowa metoda leczenia raka sutka skuteczna w 98%” i podobne. Dolna to „Naukowcy dziś” . Sfrustrowany gość w pozycji Chrystusa Frasobliwego, a wokół napisy: „Tak Księżyc istnieje”, „Ziemia nie jest płaska” , „Wirus powodujący COVID-19 to fakt”. No właśnie. Oksymoroniczny smutny dowcip. Co się zatem stało z „nasza klasą”. Przecież jeszcze moje pokolenie wierzyło, raczej bez zastrzeżeń , że Ziemia jest okrągła a słońce obiegane jest przez planety. Ci, którzy interesowali się bardziej nauką, mogli przeczytać w pismach popularnonaukowych np. „Problemy”, że ta a owa teoria jest już nieaktualna i mamy nowe wyjaśnienie danego zjawiska. Zdarzały się i będą się zdarzać oszustwa naukowe, lub też błędna interpretacja wyników w dobrej wierze. Choćby,  słynna niegdyś „zimna fuzja” , dająca nadzieję na niewyczerpane źródło energii.  Czemu zatem, pojawili się antyszczepionkowcy, płaskoziemcy i im podobni. Przyczyn jest chyba kilka. Po pierwsze zawsze byli. Krzywa Gaussa, ma zastosowanie także w rozkładzie głupoty w populacji ludzkiej. Zarówno geniuszy i idiotów (na szczęście), jest mniej niż średniaków. Ktoś z tytułem naukowym, nie powie na bankiecie z okazji przyznania jego szefowi medalu, iż uważa że Ziemia jest płaska. W najgorszym razie uznano by to za niezły dowcip. Jednak gdy wróci z przyjęcia i zajrzy do Internetu, to dowie się, że pewien profesor z Pcimia Dolnego i dwóch docentów z Pcimia Górnego  uważa tak samo. Kontaktują się. Profesor podeśle wszystkim wywiad „słynnego astronoma z USA”, który wie, że kształt naszej planety jest zafałszowany przez wiadome środowiska. Lot na Księżyc to film powstały w Hollywood i tak dalej. Pozostaje pytanie, skąd taka „wiedza”. Częściową odpowiedzią jest wyznawana religia. Miałem sposobność spotkać lekarza, świadka Jehowy. Skończyliśmy te same studia i szkoły (profil biologiczny). Mogłem zatem złożyć, że posiadamy podobną wiedzę. Otóż mimo setek godzin spędzonych nad książkami, pan doktor uważa, że człowiek (którego zawodowo leczy), został stworzony przez boga, sześć tysięcy lat temu w postaci takiej jaką obserwujemy dzisiaj. Jako człowiek z tytułem naukowym w zakresie nauk biologicznych, ignoruje badania antropologów, paleontologów i genetyków. Wierzy w księgę religijną. Zastanawiało mnie zawsze, jak ludzie żyją z takim dysonansem poznawczym. Potrafię zrozumieć wiarę w coś nieogarnionego, transcendentnego. Jednak zaprzeczanie w imię wiary bezspornym faktom, jest moim zdaniem wyrazem – i tej wersji będę bronił – idiotyzmu i bezdennej głupoty. Pan doktor oczywiście w swej wierze (jeśli nie stosuje klauzuli sumienia w kwestii transfuzji) jest tylko śmieszny. Są przypadki bardziej skrajne, gdzie wiara w rzeczy delikatnie mówiąc dziwne, prowadzi do zbrodni. Problemem jest to, że ludzie owi są „nieprzemakalni” na rozsądne  potwierdzone naukowo argumenty. I tu dotykamy drugiego problemu. Kiedy religia i polityka wtrąca się w badania naukowe i/lub kulturę niczego dobrego nie można się spodziewać. Przykłady można by mnożyć, lecz nie ma to najmniejszego sensu. Część z nich widujemy na własne oczy i dziś.    

Lecz nie zawsze religia odgrywa rolę. Są grupy ludzi wyznających dziwne teorie, zrzeszające ateistów i słuchaczy Radia Maryja, a także szintoistów i mahometan.  Ot choćby antyszczepionkowcy. Co łączy tych ludzi? Zazwyczaj chora idea, rzucona przez kogoś. Zarzewiem bywa jakieś tragiczne wydarzenie. Powikłanie po szczepieniu, operacji, jakiś błąd naukowca. Pojawiają się artykuły „znanych amerykańskich uczonych”, lub niestety głosy prawdziwych pracowników nauki, którzy zaczynają popierać wysuwane, coraz to bardziej fantastyczne teorie. Oczywiście nie sposób pominąć COVID-19. Pisałem o tym już trochę. Staram się zrozumieć ludzi, którzy buntują się przeciw restrykcjom. Co ma zrobić, „normalny” człowiek, kiedy minister zdrowia, raz śmieje się z maseczek, zaś miesiąc później wprowadza ich obowiązkowe noszenie pod groźbą kary. Kiedy premier rządu,  dla politycznej gry mówi, że wirus słabnie, gdy  wzrasta ilość zachorowań.  Brak jednolitego przekazu rzetelnej wiedzy, a co gorsza, głosy lekarzy powątpiewających w istnienie pandemii, jak i samego wirusa powodują, wspomniany już wyżej dysonans poznawczy. Pominę z litości głosy takich indywiduów, jak aspirujący do roli bydgoskiego Savonaroli, pewien znany ksiądz. Istotnie metody walki z pandemią, żywo przypominają te ze średniowiecza czy czasów Boccaccia. Długo nie będzie bezpiecznej szczepionki i nie mam tu na myśli nanochipów produkcji Billa Gatesa. Te nanochipy mogą być śmieszne, jednak ksiądz z tytułem profesorskim i zajmujący wysokie stanowisko w Poradni Bioetycznej, martwi się, że szczepionki będą oparte na tkankach abortowanych płodów. Nie ma chyba przymusu użycia ich, zaś idę o zakład, że ksiądz profesor zażywał już preparaty testowane na ludziach, bez ich zgody. Ot choćby sulfonamidy badane w nazistowskich obozach śmierci. Gospodarka światowa dostała czkawki i czeka nas potężny kryzys. To też budzi niepokój i stwarza zaczyn do teorii spiskowych. Ktoś się bogaci. Na wojnie, w której giną miliony, a ludzie tracą dach nad głową,  zarabiają zawsze produkujący broń. Dziś to producenci masek, respiratorów (bez podtekstów) i podobni. Jak się dobrze poprzycina to te puzzle się składają… .

W poznawaniu świata, nie użyję tu terminu „prawdy”, zawsze były i będą niedomówienia, sprawy na dany dzień niewyjaśnione. Dopóki nie zrozumiano istoty wyładowań atmosferycznych, nie najgorzej mieli się kapłani Peruna i Thora. Wiele zjawisk jeszcze długo nie będzie wyjaśnionych. Kościoły przebranżawiają się i największe religie mają charakter monoteistyczny z bogiem „od wszystkiego”. Lecz nie oszukujmy się. Ludzie nie szukają tylko wyjaśnień transcendentnych. Niezłym rozwiązaniem jest „opcja pośrednia”. Tu na scenę wchodzą „obcy”. Już dawno są wśród nas. Rządy mocarstw przetrzymują ich w tajnych bazach, a oni odtajniają nam swoje wynalazki. Spiskowi ateiści nie wierzą ani w bogów ani w kosmitów. Dla nich sprawa jest jasna. Rządzą bogacze, technokraci. Robią co chcą. Czynią sobie  resztę świata powolną.  Od czasu d czasu spotykają się i wymyślają co by tu jeszcze. Zapewne są i inne teorie, których nie znam i nie zamierzam poznawać. Szkoda jednak, że wszyscy zapomnieliśmy, iż jesteśmy zwierzętami gatunku Homo sapiens. Podlegamy prawom biologii, choć sam wykonuję zawód, który trochę jej miesza. Nie ma żadnych sił wyższych niż natura. Nie widziałem w ciągu 34 lat pracy i 6 lat studiów cudu.  Widziałam genialne rozpoznania czy  operacje moich mistrzów i kolegów. Nikt nie wynalazł i nie wynajdzie „leku na raka” . Nikt nie będzie ukrywał nowych odkryć, bo siedzi w kieszeni „big pharma”. Natura od czasu do czasu pokaże nam, że jesteśmy pyłkiem. Właśnie nam pokazuje i nie jest to wirus Bila Gatesa. To jest wirus SARS - CoV-2. Były i będą inne. Chyba, że przedtem zdążymy się zabić udowadniając, że mój bóg jest lepszy od twego, albo żeby zabrać komuś ziemię czy wodę. I nie będzie potrzebne żadna tajna grupa żydowsko-masońsko-cyklistowska. To będzie takie zwykłe. Ludzkie, nie zwierzęce.

 

czwartek, 6 sierpnia 2020

ROZUM W CZASACH ZARAZY

Kiedy Monika Kubiak poprosiła mnie o napisanie czegoś do „Wiadomości”, postanowiłem być oryginalny i poruszyć sprawę pandemii. Wyszedłem z założenia, że temat jest tak ograny, iż nikt, niczego nie będzie pisał. Bo przecież już wszystko wiemy. Teorii jest kilka. I tu was zaskoczę, z jedną się zgadzam, choć nie do końca. Zacznijmy od niej. Wirus powstał w ściśle tajnym laboratorium, gdzie ludzie pracują nad bronią biologiczną. Z całą pewnością takie miejsca istnieją. Oczywiście, oficjalnie i uroczyście podpisano traktaty o zakazie broni biologicznej. Nikt nad nią nie pracuje, a wszelkie jej zapasy, pod czujną kontrolą internacjonalnych wysokich komisji, zniszczono. Nad czym obecnie pochylają się naukowcy na usługach wojsk amerykańskich, rosyjskich, czy chińskich, nie wiem. Wiem, że pracują. Czy wirus mógł wydostać się z takiego laboratorium? Wątpię, choć oczywiście wszystko jest możliwe. Raczej jednak odrzuciłbym ową teorię, w części świadomego lub przypadkowego zakażenia ludzkości wirusem SARS-CoV-2. Pewnie nie zdołałem zapoznać się ze wszystkimi pomysłami, na jakie wpadli ludzie odnośnie wirusa, ale jeden temat przeważa w różnych odmianach.  Grupa ludzi, zwana rządem światowym (masoni, iluminaci i inni), postanowili zrobić trochę porządku na świecie. Doszli do wniosku, że ludzi jest za dużo (z czym nawiasem mówić częściowo się zgadzam)  i należy zredukować populację Homo sapiens do jednego miliarda. Wirus jak znalazł, nadaje się do tego. Nie muszę pisać, że sami mają antidotum i są bezpieczni. Dla niepoznaki zarazili się tacy ludzie jak książę Karol czy Boris Johnson. Druga teoria jest jeszcze ciekawsza. W przedziwny sposób, splata się z inną. Otóż jak wiadomo od czasów Jennera (a nawet wśród mądrych ludzi i narodów wcześniej), istnieją szczepionki. Oczywiste zatem, stało się poszukiwanie takiego remedium na COVID. Proste? No nie do końca. Za finansowaniem miał stać Bill Gates.  Żeby osiągnąć sukces trzeba zaszczepić wszystkich. Przymusowo. Rząd światowy zdał sobie sprawę, że nie wybije 6 miliardów ludzi. Trzeba więc uczynić powolnymi sobie tych, którzy przeżyją. Otóż w szczepionkach Gatesa, są nanochipy. To one spowodują, że staniemy się zombie wykonującymi rozkazy naszych panów z Brukseli czy  hotelu "Bilderberg". Pytacie jak będą nami sterować? A o sieci 5G słyszeliście? Przypadek, że akurat na krótko przed pandemią zaczęła się rozwijać? Nie sądzę. Aha! I nie łudźcie się, że jak się nie zaszczepicie, Gates i jego ludzie nie będą wami kierować. Nanochipy są rozpylane przez chemtrails. Spójrzcie przez okno na niebo. Te smugi… Wszystko jasne? No.

Może byłoby to wszystko i śmieszne, gdyby nie głosili tego ludzie mądrzy i wykształceni. Znam nawet jednego, ze stopniem dra habilitowanego, publikującego podobne historyjki.

A teraz ciut poważniej. Sam zastanawiam się nad fenomenem pandemii. Czy lekarstwo nie okazało się gorsze od choroby. Ile  „żyć” uratowaliśmy zamykając wszystko, a ile utraciliśmy nie operując nowotworów, przeciągając diagnostykę? Ilu ludzi straciło dorobek życia, bo ich zakłady zbankrutowały, mimo prób ochrony ze strony rządów? I tak dalej i tak dalej. Cytując Kaczmarskiego: „ Nie wiem i nie wie chyba nikt na świecie, Choć wszyscy wszystko oglądali przecież”.

Patrząc na to wszystko pomyślałem, co mogli czuć mieszkańcy średniowiecznej Europy, w czasie o wiele bardzie śmiertelnych zaraz. My znamy wroga. Jego DNA jest powielane w tysiącach laboratoriów, a trójwymiarowe obrazy oglądane przez wszystkich. Oni tego nie znali. Wiedzieli, że trzeba uciekać, dzięki czemu powstał „Dekameron”. Pozostałe działania miały charakter raczej magiczny. Błagano bogów (już wtedy było ich niemało) o litość. Wiele z tego przetrwało do dziś. Choć o wirusie wiemy już sporo, a o innych zarazach wszystko, nadal bogowie mają, zdaniem wielu, coś do powiedzenia. Wyrazem tego, stały się loty nad Polska z monstrancją w oknie samolotu. W Bydgoszczy wybrano drogę naziemną i peregrynację pieszą. Musze przyznać, że widząc coś takiego, odczuwam zażenowanie. Jakby nie było, na dość ostre (niekiedy istotnie chamskie) komentarze w necie, jeden z luminarzy bydgoskiej medycyny, rzekł do kontestatorów : „morda w kubeł”. Chodziło o to, że ksiądz peregrynator, robi inne dobre rzeczy dla ludzi. Owych mocnych słów, jednak nie usłyszał z owych ust inny kapłan, znany bardzo, gdy zaprzeczał istnieniu pandemii i zachęcał do łamania zakazów. Może po prostu słowa owego bydgoskiego Savonaroli nie dotarły do uszu, werbalnego karciciela. Nie wiem czemu, ale najwięcej przypadków łamania zakazów „kręciło się” wokół kościoła. Policja rozwiązała pielgrzymkę bodaj z Łowicza do Częstochowy (przed poluzowaniem zakazów). Część pątników dotarła tam w mniejszych grupkach i zamiast, co wydawałby się naturalne, spotkać się z naganą ze strony Paulinów, że łamią piąte przykazanie, zostali powitani jak bohaterowie. Co więcej, następnego dnia „Nasz Dziennik” zamieścił artykuł o tytule (cytuję z pamięci) „zwycięstwo wiary nad pandemią” lub podobnie. Wyobraziłem sobie następującą sytuację. Z powodu pandemii mecz Arka Gdynia vs Widzew Łódź, odbywa się bez publiczności. Jednak grupa 200 kibiców, po krótkiej walce z policją , wdziera się na stadion i delektuje futbolem na żywo. Następnego dnia w „Przeglądzie Sportowym” na pierwszej stronie artykuł redakcyjny „Zwycięstwo piłki nad pandemią”.

Najbardziej jednak,  rozbawiły mnie pseudoteorie socjologiczne i psychologiczne, antycypujące nasz świat po pandemii. Trzy tygodnie  mniejszego ruchu na ulicach, miało zmienić człowieka. Trochę śmieszne w swej naiwności. W 1963 w ogrodzie zoologicznym w nowojorskiej dzielnicy Bronx, zorganizowano wystawę. Jednym z eksponatów było „najniebezpieczniejsze zwierzę na ziemi”. Zwiedzający ujrzeli lustro w kształcie klatki dla dzikich zwierząt. Oblicze bestii patrzyło im w oczy. Nie, nie będziemy ani lepsi ani gorsi. Choć, może właśnie gorsi.  Zacznie się walka o byt, o utracone dobra, zarobki, o klienta i tak dalej. Bezpardonowa.  Pewnie, były szlachetne gesty w czasie, gdy wielu ludzi narażając swoje życie, walczyło z chorobą. Ale były też „życzenia” aby lekarze czy pielęgniarki „spier….li” z bloku czy osiedla , bo zarażą dzieci. Sytuacje skrajne pokazują prawdę o człowieku. Jak każde zjawisko rozkłada się ona „normalnie”. I tak będzie zawsze, a podejrzewam, że pandemia COVID, jest dopiero przygrywką. Rozum jest przydatny, ale i niebezpieczny. Jak ogień, prąd, czy samochód.  Dzięki niemu latamy jak ptaki, które widzieli z jaskiń nasi przodkowie i pływamy w głębinach jak ryby, które łowili. Przekazujemy informacje , czasami bezsensowne, miliardy razy szybciej niż średniowieczni heroldowie. Leczmy raka i gruźlicę. Ale nawet dziś boimy się paniczne nieznanego, niewidzialnego wroga, jak nasi przodkowie , którzy dziwili się  dymienicom. Przypisywali je diabłom, lub  gniewom bóstw za rozwiązłość i inne nieumiarkowanie. My mamy Gatesa, rząd światowy, masonów i żydowskich bankierów rozsiewających wirusy.  Strach przyćmiewa rozum. Budzą się demony. Już je widać. Nie chciałbym być Kasandrą, ale będzie ich więcej. Wyjdą z nas. Oby się mylił, lecz zapewne już się tego nie dowiem.