poniedziałek, 23 grudnia 2013

Le sacre du printemps


Prapremiera baletu Igora Strawińskiego, pod tytułem "Święto wiosny" , odbyła się w Paryżu 29 maja 1913 w  Théâtre des Champs Élysées, wzbudzając skrajne emocje. Dla jednych był to początek nowoczesnej muzyki , dla drugich obrazoburczy spektakl nie mający ze sztuką żadnego związku. Otóż tematem był  legendarny obrzęd słowiański polegający na ofiarowaniu dziewicy, która ma tańczyć tak długo aż umrze, by ziemia wydała obfity plon. Dalekim echem może wydać się tu fragment poematu T.S. Eliota "Ziemia jałowa":

"Najokrutniejszy miesiąc to kwiecień. Wywodzi
Z nieżywej ziemi łodygi bzu, miesza
Pamięć i pożądanie, podnieca
Gnuśne korzenie sypiąc ciepły deszcz.
Zima nas otulała i kryła
Ziemię śniegiem łaskawym, karmiła
Maleńkie życie strawą suchych kłączy".       

Bogowie stworzeni przez ludzkość z pierwotnego strachu przed śmiercią i wiecznym unicestwieniem wymagali ofiar. Nawet miłosierny chrześcijański bóg żądał ich, sprawdzając od czasu do czasu, czy wyznawcy są gotowi oddać mu w ofierze to co dla nich najdroższe. Wspomnijmy Abrahama i Izaaka czy Hioba . Na koniec jako ofiara umarł syn. Podobieństwo mitów różnych kultur i wspólne cechy boskich bohaterów, nie pozostawiają złudzeń co do wspólnych korzeni bóstw różnych. Są też  podobni swym, wymyślonym przez ludzi okrucieństwie.  Ich kapłani  korzystali z naiwności wyznawców, zachowując część ofiar (zwłaszcza w postaci wymienialnych dóbr) dla siebie, zaś w czasach nowszych sprzedawali nawet odpusty grzechów, co przyczyniło się do schizmy w kościele. Odtąd jeden bóg oglądany jest z wielu płaszczyzn nie zawsze przecinających się w przestrzeni wiary.  Cały jednak czas wymaga krwi. Pomińmy może ofiary z ludzi, bo te (może bóstwa złagodniały?) przynamniej teoretycznie nie istnieją. Napisałem teoretycznie, lecz przypuszczam, że są obszary kuli ziemskiej, gdzie nadal takowe obrzędy mają miejsce. Zabijanie albinosów,  przez niektórych mieszkańców Afryki, możemy powiązać ze słabą znajomością genetyki i biochemii barwników skóry u miejscowej ludności. Nadal jednak bogowie pragną ofiar ze zwierząt. Te ostanie, jak powszechnie wiadomo, nie maja duszy. Fakt ów, czyni  z nich istoty, które służą panu stworzenia (tu księgi święte są zgodne jak rzadko) w jego przetrwaniu, transportowi, a także i rozrywce. Zwierzę ofiarne nie może być chore. Jeśli ma być zdrowe nie może być ogłuszone. To oczywiste nakazy starych ksiąg, które wówczas zabezpieczały koczownicze plemiona przez zarazą od chorych sztuk, które najłatwiej upolować.  Tak tłumaczą to niektórzy antropologowie kultury (zapewne niewierzący).  Aby zakaz ten stosowano, polano go sosem religijnym z gniewem samego boga w tle.

Dyskusja jaką wywołał zakaz uboju rytualnego w Polsce, a zwłaszcza głosy, które pojawiły się w obronie tej obrzydliwości, zaskoczyły mnie. Oto przywołano czasy nazizmu, gdy faszyści zabronili Żydom uboju. Rabin chciał wyjechać z Polski. Obraza uczuć religijnych, której pisał Dawkins (prorok chyba) w "Bogu urojonym" pojawiała się w każdej dyskusji. Episkopat, który krztusił się w sprawie pedofilii ochoczo poparł Żydów i muzułmanów. W całej ohydzie tego co robi się ze zwierzęciem (są dostępne w Internecie filmy), składając ofiarę bogu z żywej czującej istoty w centrum Europy w roku 2013, mało kto zająknął się, że nie chodzi obrazę wiary lecz po prostu o obrzydliwie moralny czyn. Jedynie profesor Elżanowski "walił prosto z mostu".  Tradycja… . Tak, ale dlaczego nie wprowadzimy do naszego prawa, wielożeństwa związanego z jedną z religii wymagających ofiar i uboju rytualnego. Odpowiedź jest banalnie prosta. Ile kosztuje ślub w USC? Pięćset złotych? Załóżmy, że w ciągu 10 lat wolę drugiego, trzeciego a może i czwartego ślubu wyraziłoby 200 mężczyzn. Sto tysięcy to śmieszna suma dla skarbu państwa. Rynek koszernego mięsa warty jest miliardy.  Oto wielka tajemnica… .

Na koniec coś pocieszającego. Ostania ankieta wykazała w co wierzą, ci którzy wierzą. Napawa mnie ona radością. Poza tym rynek niewolników też wart był niemało. Już (oficjalnie) go nie ma. A nie słyszałem, żeby potępiali go ówcześni papieże, mufti czy rabini. Potępiali go ateiści, liberałowie i ludzie dobrej woli. Gutta cavat lapidem non vi sed saepe cadendo. I jest nas, co wynika z owej ankiety, coraz więcej. Kap, kap, kap…

piątek, 13 grudnia 2013

PRZYPADKI


Nie bójcie się dzieci i wy dorośli analfabeci!  Nie będzie tu o gramatyce, a o medycynie i życiu jedynie. Przypadek odegrał wielkie znaczenie w dziejach ludzkości. Legendarne jabłko Newtona jest exemplum  znanym, lecz ponoć historia to nieprawdziwa. Jednak pokazuje coś co jest oczywiste. Przypadek musi być zauważony przez geniusza. W medycynie takowych (przypadków i geniuszy ) było sporo. Na początek Ignacy Semmelweis. Tu przypadek połączył się z tragedią pacjentek i samego Semmelweisa. Prowadził on w połowie XIX w.,  jako "prymariusz" (tak nazywano wówczas ordynatorów), oddział położniczo-ginekologiczny w Budapeszcie.  Olbrzymi procent rodzących tam kobiet umierał wskutek tzw. gorączki połogowej, czyli zakażenia układu rodnego po porodzie. Tuż obok w zakładzie prowadzonym przez zakonnice, takie same pacjentki rodziły o wiele bezpieczniej. Czemu tak się dzieje, pytał się sam siebie dr Ignacy. Tu trzeba powiedzieć, że w owym czasie zaczęła się rozwijać patomorfologia, czyli nauka o zmianach w tkankach na skutek chorób i poszukująca poprzez sekcje zwłok przyczyn śmierci. Wykonywali ją ci sami lekarze, którzy leczyli pacjentów. Z prosektorium, nie myjąc prawie rąk, wracali na oddział i rozpoczynali badanie kobiet po porodach. Przenosili bakterie i śmierć… . Pewnego dnia w czasie sekcji kolega Semmelweisa zaciął się nożem i zmarł mając takie same objawy jak owe nieszczęsne kobiety. Ignacy zrozumiał, że jest coś co przenosi się z człowieka na człowieka, siejąc śmierć i że to on i jego asystenci zarażali pacjentki. To odkrycie wstrząsnęło nim na tyle, iż nakazał mycie rąk w różnych substancjach po każdym badaniu, a sam popadł w obłęd czując się winnym śmieci pacjentek. Zamknięty w zakładzie psychiatrycznym zmarł pobity przez sanitariuszy po kolejnym ataku szału. Jego prace docenił Joseph Lister wybitny angielski chirurg, a Ludwik Pasteur potwierdził, że przyczyną są bakterie. Zgon kolegi uratował setki tysięcy istnień ludzkich. Ta tragiczna i przypadkowa śmierć okazała się zbawcza w oczach geniusza.

Aleksander Fleming odkrył w "popsutej" kolonii bakteryjnej to co uratowało miliony istnień. Jedną z hodowli odstawił gdzieś na bok i jak to w laboratorium mikrobiologicznym pojawiła się na niej pleśń. Większość jego kolegów wyrzucałaby szalkę z ową hodowlą jako zepsutą. On  jednak spojrzał na nią i zobaczył, iż wokół pleśni nie rosną bakterie. Zapytał więc sam siebie, co jest w tym grzybku, że odstrasza bakterie. A ów grzybek nazywał się penicillinum notatum. Ponad 20 lat zajęło wykrystalizowanie czystej penicyliny, a gdyby nie II Wojna Światowa, wprowadzono by ją do leczenia dopiero w latach 50-tych. Potem rynek antybiotyków wzbogacił się o dziesiątki preparatów naturalnych i syntetycznych i obecnie mamy kłopot z antybiotykooprnością. Ale to już zupełnie inna bajka. 

Podobnie "szczęście" z odrobiną geniuszu mieli Marshal i Warren, których odkrycie było dla gastroenterologów czymś na kształt teorii Kopernika po wiekach niewiedzy i błądzenia na oślep. Do czasu ich odkrycia, studentów medycyny uczono, że kwas solny w żołądku prócz czynności trawiennych, odgrywa rolę w odporności niszcząc wszelkie bakterie jakie dotrą do niego z pokarmem. Badacze z Australii jednak "posiali" treść z żołądka na płytki z pożywką. Jedną z nich zostawili też gdzieś na boku po wyrzuceniu innych na których nic nie rosło. Po przerwie, bodaj wielkanocnej, wrócili do laboratorium. Na szalce coś rosło! Po prostu bakteria, którą odkryli potrzebował więcej czasu niż inne.  "Zamieszkiwała" w żołądku dzięki pewnym mechanizmom, unikając atakom kwasu. Ci więcej okazało się, że to ona powoduje w większości przypadków wrzody.  Ba, jeden z badaczy nawet zaraził się celowo wyhodowaną bakterią , miał wówczas objawy choroby wrzodowej i wyleczył się odpowiednim zestawem antybiotyków i leków przeciw wrzodom. Całkowicie wywróciło to ówczesną wiedzę medyczną.

Takie "przypadki"  obserwował każdy z nas. Problem tylko w tym czy zauważyliśmy w nich owo zarzewie zmian, czy potraktowaliśmy jak coś dziwnego, ale zbędnego. Natura dość pilnie strzeże swoich praw. Żeby je zobaczyć trzeba wyjść poza stereotyp i kiedy na głowę spada nam jabłko, nie wzywać pani lekkich obyczajów, ale masując bolące miejsce zapytać czemu ono tak właściwie spadło.

wtorek, 19 listopada 2013

NIESKALANE SUMIENIA


Z radością powitałem informację, że Komitet Bioetyki Polskiej Akademii Nauk uznał iż "Klauzula sumienia jest nadużywana i służy narzucaniu pacjentom przekonań moralnych lekarzy" . Zawsze byłem takiego zdania, zaś pomysł poszerzenia  klauzuli na farmaceutów uznawałem za co najmniej dyskusyjny jeśli nie chory. Z całym szacunkiem, to lekarz leczy, a pacjent ma prawo do zakupu każdego legalnego środka bez konieczności  wysłuchiwania religijnego widzimisię aptekarza.

W ostatnich latach paternalistyczny stosunek do pacjenta stał się passé. Chory (lub jego bliscy) współuczestniczy w planowaniu terapii. Tymczasem okazuje się, że część legalnych w danym kraju procedur może być niemożliwa do wykonania. Tak, niemożliwa, a nie jedynie utrudniona. Jeszcze wrócę do tego tematu. Jako że eutanazja jest w Polsce prawnie zakazana pozostaje aborcja, „in vitro” i antykoncepcja. Od czasu do czasu tematy te są podnoszone przez "obrońców życia" i środowiska liberalne. Zbiega się to z wyborami i podobnymi zdarzeniami.  Klauzula sumienia pozwala lekarzowi odmówić wykonania danej procedury czy jak rozumiem także wypisać recepty na środek antykoncepcyjny. Wielu chciałby poszerzyć ów przywilej na szpitale, przychodnie i inne państwowe zakłady służby zdrowia. Kto miałby decydować o „systemie wartości” danej palcówki . Dyrektor?, Rada Społeczna?, a może referendum pracowników. A jeśli znajdzie się tam ktoś, komu ów system wartości nie będzie odpowiadał? Poddamy go ostracyzmowi? Nie podamy ręki? Grzecznie poprosimy żeby sam się zwolnił, bo jakoś nam nie pasuje?

Jeżeli jest to jednostka prywatna, dajmy na to szpital wyznaniowy, nie mam pytań. Lecz przykładowo szpital w którym pracuję, utrzymywany jest również z moich podatków, podatków kolegi protestanta, wyznającego prawosławie, ateisty czy Świadka Jehowy i czy nie przekłada się to jakoś na to, że każdy z nas chciałby, aby szanowano tam jego prawa (mówię o dopuszczonych przez prawo polskie działaniach), a nie postanowieniach jakiś gremiów.

Żeby była jasność, rozumiem ustawodawców wprowadzających klauzulę sumienia. Potrafię zrozumieć nawet Kolegę, który odmówi operacji z wytworzeniem stomii, bo ma ku temu argumenty wyznawanej przez siebie religii (nie znam takiej na razie, ale kto wie, jeśli choroby psychiczne „leczymy” egzorcyzmami, nic mnie nie zaskoczy). Wiem dlaczego takie uwarunkowania prawne zostały wprowadzone. Historia pokazała, aż nadto dobitnie, jak lekarze byli  włączani w najbardziej obrzydliwe działania, nie mając postaw prawnych do odmowy. Ale jak mawia stary dowcip, czasy się zmieniły. Żadna siła polityczna nie zmusza nikogo do aborcji czy eutanazji (przynajmniej w Polsce). Jeśli ktoś zmusza dalejże go do prokuratora i sam się podpiszę pod wnioskiem ! Polskie prawo dopuszcza w kilku przypadkach aborcję jako działanie legalne. O podziemiu aborcyjnym nie będę pisał, bo wiadomo, że istnieje i ma się znakomicie. Znakomicie mają się też PT Koledzy aborterzy z dawnych lat, dziś w pierwszych szeregach „pro life”. Oceniam ich moralność na równi z wysokimi oficerami LWP, zrywającymi onegdaj z szyj żołnierzy medaliki, a stającymi w pierwszym rzędzie do Stołu Pańskiego na mszach rocznicowych, od chwili gdy z nazwy armii znikła literka „L”. Jakoś wydaje mi się, że spotkam ich wkrótce w awangardzie walki o poszerzoną klauzulę sumienia i w opozycji do konstatacja wspomnianej wyżej Komisji. Żarliwość neofity jest zawsze wielka.   

Załóżmy  taką sytuację. Do poradni ginekologicznej zgłasza się młoda kobieta. Zaszła w ciążę w wyniku gwałtu. Jest nieco upośledzona psychicznie, a na dodatek ma ciężką wadę serca i jeszcze kilka chorób, które doprowadzą ją do śmierci lub znacznie pogorszą jej stan zdrowia, gdy ciąża rozwinie się i dojdzie do porodu. Doktor, oczywiście zasłaniając się klauzulą sumienia, odmawia wykonania legalnej w tym przypadku aborcji. Czy powinien poinformować pacjentkę lub jej rodzinę (jest upośledzona) o tym kto może wykonać taki zabieg. Moim zdaniem tak i jeśli tego nie zrobi powinien być ukarany z cała surowością. Ba, zobowiązuje go do tego Art. 39 „Ustawy o Zawodzie Lekarza i Lekarza Dentysty”, który stwierdza: „lekarz może powstrzymać się od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, z zastrzeżeniem art. 30, z tym że ma obowiązek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w innym zakładzie opieki zdrowotnej oraz uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej (podkreślenie moje W.S). Właśnie „realne”.  Powiedzmy, że wskazał miejscowy szpital. Niestety kilka dni wcześniej podjęto tam, powołując się na dyrektywę europejską decyzję, że placówka ta nie wykonuje takich zabiegów. Najbliższy szpital jest ponad 100 km stąd. Miałem kiedyś gabinet w jednej z podbydgoskich ( 35 km) miejscowości . Proszę mi wierzyć wyprawa do Bydgoszczy (bilet wówczas 6 zł) była dla wielu nie do zrealizowania. I tak minął 12 tydzień ciąży. Teraz już prawo zabrania aborcji. Aborcja „podziemna” kosztuje o wiele więcej niż 6 zł. Pacjentka zmarła. Dziecka nie udało się uratować… . Sumienie doktora pozostało jednak nieskalane.  

Jeszcze raz napiszę to wyraźnie. Rozumiem potrzebę klauzuli sumienia. To nasza obrona przed naciskiem przełożonych, funduszy i wszelakich ludzi chcących wymusić coś na lekarzach. Tu może mała kazuistyka, a jeśli odmówię pobrania krwi „na siłę” od sprawcy wypadku, który nie chce aby wykonać na nim ten zabieg. Tymczasem Policja czeka za drzwiami na ampułkę z krwią? Czy mam prawo odmówić bo zabrania mi sumienie? Zdaje się nie tak dawno podobna sprawa trafiła przed oblicze sądu.

Jednak, choć wielu nie podoba się owo słowo jesteśmy „służbą”. Służymy człowiekowi, który może mieć równie dobrze za nic moje poglądy religijne czy jakiekolwiek. Mam wykonać to czego potrzebuje (również zdrowy!) pacjent. Jeśli nie chcę dokonać tego sam muszę wskazać natychmiast kogoś kto to zrobi, jeśli oczywiście nie łamie to prawa. Kiedy tego nie zrobię powinienem być ukarany nawet zabraniem prawa wykonywania zawodu. On chce abym mu przetoczył, albo nie krew, ona chce abym dokonał aborcji, bo dokonano na niej gwałtu lub ciąża zagraża jej życiu. Ona domaga się abym wypisał jej środek antykoncepcyjny. Mają do tego prawo i nie jest dla nich ważne czy chodzę do kościoła, meczetu czy synagogi czy nigdzie. Chodzę bowiem w białym fartuchu, który jest (powinien być) jak toga sędziego, którego poglądy społeczne, polityczne czy religijne nie mogą wpływać na wyrok. Pamiętajmy, że polscy sędziowie już nie wydają wyroków śmierci. My nadal możemy. I tę konstatację polecam szczególnej uwadze zwolennikom poszerzonej klauzuli sumienia. 

 

 

poniedziałek, 18 listopada 2013

Czemu nie wierzę w Boga?

Tekst ten napisałem jako dojrzały człowiek. Idee, które tu przedstawiam  krążyły po moich neuronach, jak sądzę, już od lat 70-tch ubiegłego wieku. Upewniam się, że nie jestem sam w moich dociekaniach, a to ważne. Jak ktoś kiedyś słusznie napisał, w Polsce lepiej przyznać się do przebytej choroby wenerycznej niż do ateizmu. Jest regułą, że ateiści zrównywani są z komunistami, a jeśli już nawet trudno zarzucić danemu ateiście związki z filozofią Marksa, w dyskusji jest on poniżany jako przeciwnik wartości, na których opiera się świat, a już na pewno Europa. Ileż to razy patrzono na mnie z pobłażliwością, twierdząc, że i tak nawrócę się najpóźniej w godzinę śmierci. Odpowiem krótko: „Niedoczekanie wasze".
Na początek powiem to wprost. Przestałem wierzyć w Boga. Tak, przestałem, bo kiedyś istotnie wierzyłem. Czy wierzyłem? Dobre pytanie. Teraz wiem, że ktoś, Rodzice, księża, ludzie z mego otoczenia w dzieciństwie mówili mi o nim, o Jezusie, Duchu Św., Matce Boskiej etc. Byłem w to zanurzony. Podobnie jak mój rówieśnik z Kandaharu, Kairu czy Salt Lake City uczył się i słyszał o Allachu czy Księdze Mormona. Nie ma bowiem dziecka, które jest katolikiem, mormonem czy muzułmaninem. Jest tylko dziecko rodziców danego wyznania. Co ciekawsze, niektóre religie dają w tym względzie wolność wyboru, nakazując przykładowo chrzest w wieku dojrzałym. Ten fakt uświadomił mi Richard Dawkins, do którego jeszcze wrócę. Tak więc problem wiary (wg mnie rzecz jasna) to problem utrzymania owego dziecięcego „imprintingu" w latach dojrzałych. 
Ja, miast umacniać się w wierze, zacząłem wątpić. Czemu? Oczywiście nie był to proces rewolucyjny na skutek lektury marksistów czy francuskich egzystencjalistów. Nie było też tischnerowskiego proboszcza, choć spotkałem ich całe mnóstwo. Wspomnę o religii w pewnym kościele w Toruniu (wówczas na religię chodziło się do salki katechetycznej po lekcjach, a nie jak dziś pomiędzy w-f a geografią mając czas na wysyłanie sms-ów do dziewczyny czy chłopka lub posłuchanie „muzy" z MP-3). Otóż ksiądz, który mnie uczył był alkoholikiem i przychodził na katechezy „pod wpływem", każąc nam czytać Pismo Święte. Jak zapewne się PT Czytelnicy domyślają były to inne lektury. Na marginesie widziałem go umierającego na marskość wątroby w czasie praktyk studenckich w toruńskim szpitalu. Proszę nie posądzać mnie o prymitywny antyklerykalizm, widziałem też alkoholików ateistów, sędziów, naukowców i lekarzy, w tym moich przyjaciół. Jako że będę kilkakrotnie odwoływał się tu do poezji nawiążę w tym miejscu do Herberta: "Gdyby mnie piękniej kuszono" to kto wie. Tymczasem mój świętej pamięci katecheta był niczym ów "samogonny Mefisto"
To był proces ewolucyjny. Zrazu pewne pytania, zdziwienia, zażenowania. Powstawały problemy, kiedy zapis Biblii traktować alegorycznie, a kiedy dosłownie. Potem praca w zawodzie lekarza, lektury, dyskusje. Kiedy już doszedłem do wniosku, że nie mogę się dalej oszukiwać, powiedziałem sobie: „ Nie wierzę w Boga". Mogę oszukać Czytelników, żonę, czasem oszukuję (celowo) pacjentów. Siebie oszukać nie mogę. Nawet jeśli pojadę do Australii, moje sumienie i świadomość pojadą tam ze mną. Tu zacytuję wiersz Konstadionosa Kawafisa zatytułowany „Miasto". Oddaje on to, o czym napisałem.
Powiedziałeś: "Pojadę do innej ziemi, nad morze inne.
Jakieś inne znajdzie się miasto, jakieś lepsze miejsce.
Tu już wydany jest wyrok na wszystkie moje dążenia
i pogrzebane leży, jak w grobie, moje serce.
Niechby się umysł wreszcie podźwignął z odrętwienia.
Tu, cokolwiek wzrokiem ogarnę, ruiny mego życia czarne
widzę, gdziem tyle lat przeżył, stracił, roztrwonił".

Nowych nie znajdziesz krain ani innego morza.
To miasto pójdzie za tobą. Zawsze w tych samych dzielnicach
będziesz krążył. W tych samych domach włosy ci posiwieją.
Zawsze trafisz do tego miasta. Będziesz chodził po tych samych ulicach
Nie ma dla ciebie okrętu — nie ufaj próżnym nadziejom -
nie ma drogi w inną stronę.

Jakieś swoje życie roztrwonił w tym ciasnym kącie, tak je w całym świecie roztrwoniłeś.
Pewien człowiek w prowadzonej z nim polemice zapytał mnie czy w związku z moją pracą nie widzę doskonałości organów człowieka (stworzonych rzecz jasna przez Pana Boga). Tu muszę poruszyć równolegle dwa wątki. Pierwszy to moje własne przemyślenia, drugi kilka książek, które zmieniły moje życie. Zmieniły nie nagle, lecz powoli. To tak jakby ktoś szedł pieszo w określonym, już chyba znanym celu, a ktoś zaproponował mu podwiezienie — pomysł nie mój lecz z Johna Fowlesa (powieść „Mag"). Mnie „podwiózł" Richard Dawkins. Wiem, że dla wielu to postać kontrowersyjna (zwłaszcza jego „Bóg urojony" ), lecz gdyby poprzestał tylko na „Samolubnym genie" czy „Najwspanialszym widowisku świata" byłby dla mnie niedoścignionym geniuszem. Krok po kroku wyjaśnia wszystko. Życie, ewolucję i ich sens.
Doskonałość organów? Czy mogły powstać bez bożych planów? Mogły i powstały. Są cholernie zawodne, co widzę na co dzień. Znam rzecz jasna przypowieści o zegarku znalezionym na łące i Boeingu 747 , który został „przypadkowo" złożony z części na złomowisku. Ci, którzy posługują się owymi „argumentami" nie mają pojęcia o ewolucji, genach, mutacjach, doborze naturalnym, czyli podstawach naszej egzystencji na ziemi. Nawiasem mówiąc do owej kompanii należy Mirosław Orzechowski były (na szczęście) wice-minister oświaty. Twierdził, że dinozaury żyły w tym samym czasie, co ludzie czego dowodem jest (uwaga!) Smok Wawelski.
Jak można doświadczyć Boga widząc umierającego na białaczkę 16-letniego chłopaka? On dusi się i błaga o życie, podczas gdy jego koledzy umawiają się na pierwsze randki z dziewczynami. Być może Bóg przygotował mu lepsze życie. Wszak "w domu Ojca Mego jest mieszkań wiele". Ja uważam, że ów nieszczęśnik wyciągnął zły los na loterii genetycznej, jaką jest nasze życie. Codziennie Czytelnicy, ja, a także miliardy ludzi ciągną los owej loterii. Czytamy wyrok na dziś: będziesz zdrowy, dowiesz się, że masz raka, dziś umrze Twoja matka i tak dalej. Niekiedy znudzeni samymi wygranymi zapominamy o fatum, które i tak przyjdzie. Czasem nawet łudzimy się, że to dzięki naszym modlitwom, pielgrzymkom czy ofiarowanym bóstwom wotom (nie zawsze materialnym — słyszy się o ofiarowaniu cierpienia za kogoś lub coś) wyciągamy „pełne" losy. Do czasu, do czasu.… Natura, nie bóg, upomni się o swoje i poprowadzi Cię ( jak nawiasem mówiąc czytamy w Biblii ) "tam, dokąd nie chcesz".
Pozostawmy jednak na chwilę Homo sapiens. Otóż moje myśli, już jako młodego człowieka, biegły ku zwierzętom. Zawsze bolał mnie fakt bezsensownego ich używania do pokazywania rzeczy oczywistych i powtarzalnych. Pamiętam na bodaj drugim roku studiów doświadczenie, które miało nam zobrazować działanie oksytocyny na mięśniówkę macicy. Ćwiczenia odbywały się późnym popołudniem. Jednak na stole doświadczalnym leżała od rana (pierwsze grupy ćwiczyły rano) królica z rozprutym brzuchem i jej macica istotnie skurczyła się po podaniu owego preparatu, co skrzętnie zanotował kimograf. Przecież już wtedy były kamery i można było to wszystko raz sfilmować i pokazywać. Nieśmiało wyraziłem taki pogląd. Jednak moje uwagi zostały przyjęte przez asystenta i część kolegów z łagodnym politowaniem, jakim obdarza się „wioskowych głupków". 
W chwili, gdy czytasz mój tekst w paszczach zwierząt drapieżnych giną tysiące innych. Kotka łapie mysz. Nakarmi nią małe kotki, może przeżyją. Jednak myszka też ma małe myszki i już nie wróci do gniazda. Małe myszki umrą z głodu. Nie lubię słowa zdechną. Życie jednego stworzenia jest oparte na śmierci drugiego. 
Czy taki świat mógł stworzyć Bóg wszechmocny i miłosierny? Zacytuję Darwina: 
"Nie potrafię sobie wyobrazić, że miłościwy i wszechmocny Pan mógł w sposób celowy stworzyć gąsieniczniki z wyraźnym przeznaczeniem ich do odżywiania się w ciałach żywych gąsienic. Makabryczne zwyczaje, do których odnosi się owo zdanie są udziałem spokrewnionych z gąsienicznikami os samotnych. Samica osy samotnej składa jaja w ciele gąsienicy, konika polnego lub pszczoły, aby rozwijająca się larwa mogła się nim żywić. To jednak nie wszystko. Według Fabre’a i innych entomologów osa matka umiejętnie trafia żądłem dokładnie w każdy zwój nerwowy ofiary, paraliżując ją, lecz nie zabijając. Dzięki temu mięso dla larwy zachowuje świeżość. Nie wiadomo, czy paraliżujące użądlenie działa jak ogólny środek znieczulający, czy też — raczej niczym kurara obezwładnia tylko ofiarę, uniemożliwiając jej poruszanie się. W tym drugim przypadku ofiara zachowywałaby świadomość, że jest żywcem zjadana od środka, ale nie byłaby w stanie poruszyć ani jednym mięśniem, by temu przeciwdziałać. Zakrawa to na niewiarygodne okrucieństwo". 
Takich zjawisk jest w przyrodzie znacznie więcej. Czy i tu dostrzegać mamy Boga? Kiedyś ktoś — wspomniany wyżej, skądinąd światły człowiek — opowiedział mi, że dawno temu odwiedził swego brata, podówczas studenta jednej z uczelni. W niedzielę wybrali się do kościoła, a przybyli tam na kilkanaście minut przed rozpoczęciem mszy. Wkrótce do kościoła zaczęli wchodzić liczni profesorowie — nauczyciele brata. Ten ostatni objaśniał młodszemu bratu, jakie to (istotnie!) sławy ma okazje zobaczyć. Na koniec skonstatował, że jeśli tacy ludzie wierzą w Boga, im maluczkim pozostaje tylko ich naśladować. „Hm" — pomyślałem, gdybyśmy tak myśleli o wszystkim, uważalibyśmy nadal, że Słońce krąży wokół Ziemi. Tak głosiły autorytety naukowe przed Kopernikiem. Porównanie nie jest może szczęśliwe, bo trudno porównywać wiarę z nauką, ale coś w tym jest. 
Odszedłem od wiary swoich przodków. Mojego Dziadka, którego pamiętam jako gorliwego katolika, mojego Ojca, który codziennie modlił się klęcząc. Nie żałuję tego. Mogę żyć godnie nie wierząc w coś nadprzyrodzonego. Nie wiem czy PT Czytelnicy wiedzą (zapewne tak), że istnieją dziesiątki mitów założycielskich wielu religii. Ich bohaterowie mają wiele cech wspólnych (matka dziewica, walka, męczeńska śmierć, zmartwychwstanie lub ponowne życie, itp.) Tych cech jest około 27 jak pamiętam. Jezus spełnia chyba 23, inni bohaterowie też coś koło tego. Przypadek? Nie. Ludzie potrzebują mitu, boją się śmierci, nicości. Ja się nie boję. Boję się tylko cierpienia fizycznego, a przede wszystkim tego, abym w ostatnich latach czy miesiącach życie nie był ciężarem dla najbliższych. Nie było mnie przed 4.06.1961 nie będzie mnie po .…… . 
I jeszcze jeden wiersz tym razem Louisa Borgesa: 
Nie będzie w nocy gwiazd.
Nie będzie nocy.
Umrę, a wraz ze mną
nie do zniesienia wszechświat.
Zetrę piramidy, medale, kontynenty i twarze.
Zetrę nawarstwienia przeszłości.
Historię obrócę w proch.
Proch w proch.
Widzę ostatnią chwilę.
Słyszę ostatniego ptaka.
Nikomu zostawiam nic.
 
To co mogę robię tu i teraz. Pomagam innym, lepiej lub gorzej. Czasem zachowuje się jak święty czasem jak świnia. Jestem zwierzęciem gatunku Homo sapiens, które myśli. Tylko tyle lub aż tyle.
 

poniedziałek, 28 października 2013

POLIPY PRZEWODU POKARMOWEGO (CZĘŚĆ II)


Polipy pęcherzyka żółciowego budzą duże kontrowersje. Rozpowszechnienie ultrasonografii spowodowało możliwość rozpoznawania bardzo subtelnych zmian w obrębie pęcherzyka, gdyż jako takie nie dają tu one typowych objawów jak przykładowo w kamicy. Polipem określamy tu miejscowe pogrubienie (uwypuklenie) błony śluzowej nieprzemieszczające się wraz ze zmianą pozycji badanego.  Zmiany te budzą zawsze niepokój. Czy to nie rak? Czy operować się natychmiast czy czekać? Po pierwsze musimy mieć pewność, że dobrze zdiagnozowano zmianę, czyli innymi słowy, czy robił badanie doświadczony ultrasonografista, na dobrym sprzęcie. Niektórzy polipami nazywają zmiany o średnicy powyżej 5 mm. Wśród polipów pęcherzyka wyróżniamy cholesterolowe (ponad połowa przypadków), zapalne (2-10%) oraz gruczolaki (2-27%). Tylko te ostanie mogą przekształcić się w raka. Kiedy więc wyciąć pęcherzyk z polipami? Otóż wtedy gdy mają one więcej niż 10 mm średnicy, szybko rosną (powiększyły się pomiędzy badaniami kontrolnymi), posiadają szeroką podstawę i można uwidocznić w nich przepływ krwi, a także gdy współistnieją z kamicą pęcherzyka. Mniejsze polipy obserwuje się wykonując badanie USG (najlepiej w tym samym ośrodku) co 6 miesięcy.

Polipy jelita grubego są chyba najlepiej poznane. Występują tu dwa zjawiska. Pierwsze to polipowatość, czyli pojawienie się wielkiej (setki a nawet tysiące) ilości polipów w obrębie okrężnicy. Mamy tu do czynienia z zespołami uwarunkowanymi genetycznie, z których najbardziej znana jest rodzinna polipowatość gruczolakowata (ang. FAP). W tym miejscu musimy zrobić pewna dygresję. Oprócz wspomnianego podziału na polipy uszypułowane i przysadziste (kryterium kształtu) mamy do czynienia z polipami o różnej budowie mikroskopowej. Są to więc polipy hiperplastyczne (przerostowe), zapalne, hamartomatyczne (o nich za chwilę) oraz gruczolakowe. Te ostanie dzielą się również ze względu na swoja budowę mikroskopową, ale przede wszystkim ze względu na potencjał przekształcenia się w raka. Do tego tematu jeszcze wrócę. W przypadku FAP jest w 100% pewne, że któryś z polipów przekształci się lub już przekształcił się w raka. Nie ma innej metody leczenia jak wycięcie całego jelita grubego. Na szczęście dzisiejsza technika chirurgiczna pozwala na odtworzenie możliwości oddawania stolca droga naturalną po takim zabiegu, dzięki wytworzeniu tzw. zbiorników jelitowych (proktokolektomia odtwórcza). Istnieją inne, jeszcze rzadsze zespoły chorób genetycznych z obecnością polipów jak np. zespól Peutz-Jeghersa, Cronkhite'a-Canady, Gardnera i inne. Tu często prócz polipów występują  przebarwienia błon śluzowych, kostniaki i inne zaburzenia rozwojowe łącznie z zaburzeniami umysłowymi. Dla tych ostatnich zespołów charakterystyczne są polipy hamartomatyczne czyli mające niejednorodną i skomplikowaną budowę histologiczną.

Drugie zjawisko to polipy pojedyncze (1-10) w jelicie. Czy dają one jakieś objawy? Czasami tak i najczęściej jest to krew w stolcu  i zazwyczaj wykrywane są podczas kolonoskopii z tego  powodu lub badania profilaktycznego. Ważne jest to, że polipy gruczolakowe są prekursorem raka. Proces ten trwa kilka-kilkanaście lat. Usunięcie polipa (polipektomia) w czasie kolonoskopii przerywa ten proces, to tak jakby zastrzelić terrorystę nim zdoła eksplodować śmiercionośny ładunek. Zabieg ten jest niebolesny (człowiek nie "czuje od środka"). Każdy polip jest badany pod mikroskopem i patolog ocenia jego skłonność do zrakowacenia. Ważna jest też ilość i wielkość polipów. Od tego zależy kiedy odbędzie się badanie kontrolne. Pewne znaczenie ma też fakt czy w rodzinie ktoś chorował na raka jelita lub inne nowotwory. Warto więc zgłaszać się na kolonoskopię gdy tylko pojawia się niepokojące objawy lub dostaniemy zaproszenie z NFZ. 

niedziela, 27 października 2013

POLIPY PRZEWODU POKARMOWEGO (CZĘŚĆ I)


Polip w znaczeniu medycznym jest pojęciem morfologicznym, a więc dotyczącym tylko kształtu a nie budowy histologicznej i cytologicznej czyli z jakich tkanek i komórek jest zbudowany. Określa się w ten sposób  twory wypukłe pojawiające się w obrębie błony śluzowej. Nazwy tej w takim sensie używał już w starożytnym Rzymie Celsus, zaś francuski ginekolog żyjący w XVIII wieku, Andre Levret w swym dziele o polipach narządu rodnego dopatrywał się podobieństw między nimi a ośmiornicą.  Zasadniczo dzielimy ja na uszypułowanie czyli przypominające grzyb (główka polipa na "nóżce") oraz przysadziste, będące w istocie jednorodnym uwypukleniem błony śluzowej jak pagórek na równinie. Dość często występują one w jamie nosowej czy zatokach, a także jak wspomniano, w narządzie rodnym i zajmują się nimi wtedy laryngolodzy i ginekolodzy. My przyjrzymy się teraz polipom błony śluzowej przewodu pokarmowego.

Błona śluzowa jamy ustnej narażona jest na drażnienie mechaniczne przez pokarm i przedmioty znajdujące się tam np. protezy. Wiele zmian  patologicznych związanych jest właśnie z tym faktem. Wyróżnia się tu włókniaki, nadziąślaki czy wręcz blizny po stałych urazach. Oczywiście mogą wystąpić tu twory kształtu polipowatego o innej przyczynie jak np. brodawczaki wirusowe, a także zmiany o typie raka. Jama ustna jest też siedzibą wielu zmian związanych z innymi chorobami jak np. zesp. Peutz-Jeghersa (patrz niżej). Każda z nich  musi być zdiagnozowana przez stomatologa i odpowiednio leczona.  

Przełyk podobnie jak jama ustna narażony jest na działanie różnych substancji podawanych w pokarmie. Stąd często przypadkowe lub celowe jego oparzenia. Tu również wiele zmian łączy się z  mechanicznym urazem lub zarzucaniem treści kwasowej z żołądka. Zmiany polipowate mogą być przykładowo wyrazem tzw. akantozy glikogenowej (pogrubienie jednej z  warstw nabłonka). Taki kształt mogą tez przybrać ektopowe gruczoły łojowe (plamki Fordyce'a).  Brodawczaki płaskonabłonkowe są następstwem stanu zapalnego i drażnienia mechanicznego, lecz podejrzewa się także etiologię wirusową. W przypadku refluksu  mogą wystąpić polipy zapalne. Z rzadszych zmian wymienia się włókniaki, tłuszczaki  i inne  o typie nowotworów łagodnych. Kształt polipowaty przyjmuje też często rak przełyku stąd jak w każdym przypadku polipy przełyku musza być zbadanie, usunięte lub leczone w inny sposób. Objawy polipów przełyku jako takich praktycznie nie występują. W przypadku dużych zmian może pojawić się tzw. dysfagia czyli utrudnione przełykanie. W większości przypadków wykrywa się je w czasie gastroskopii z powodu np. refluksu żołądkowo -jelitowego.  

Polipy w żołądku również zasadniczo nie dają żadnych objawów i są w 90% wykrywane w czasie gastroskopii z różnych przyczyn. Szczęśliwie większość z nich ma charakter łagodny. Występują tu zarówno polipy w obrębie błony śluzowej jak i tzw. śródścienne pochodzące z głębszych warstw ściany żołądka, a wpuklające się do jego światła. Niektóre polipy żołądka związane są z infekcją bakterią Helicobacter pylori, która powoduje też owrzodzenia. Po kuracji antybiotykami i lekami przeciwwrzodowymi  ulegają one regresji. Najczęstsze są polipy sklepienia żołądka, oprócz nich spotka się polipy gruczolakowe i hamartomatyczne (patrz niżej). Każdy polip w czasie gastroskopii powinien być odcięty i zbadany lub musi być pobrany z niego wycinek do badania. W przypadku polipów śródściennych biopsja musi być głęboka, gdyż mogą być one pokryte niezmienioną błoną śluzową.

Jelito cienkie jest siedliskiem polipów zespołach genetycznych np. Peutz-Jeghersa (patrz niżej,) a także gruczolaków i polipów zapalnych. Ich wykrycie przed ujawnieniem się pod postacią powikłań jest prawie niemożliwe. Co prawda obecnie dysponujemy już pewnymi urządzeniami do diagnostyki jelita cienkiego jak kapsułka endoskopowa czy endoskopia dwubalonowa (nie wspominając o rentgenie), jednak są to badania drogie, trudne i rzadko stosowane. Polipy jelita cienkiego mogą dawać objawy w postaci przewlekłego krwawienia, napadowych bólów (niedrożność), a także wgłobienia. Jest to stan w którym jelito wpukla się samo w siebie, co można porównać do podciągania rękawa. Powodem tego stanu jest właśnie polip , który powoduje wsuwanie się jelita przeciw perystaltyce wewnątrz siebie. Zazwyczaj wymagana jest wtedy operacja z odgłobieniem i resekcją (wycięciem) części jelita. Polip co oczywiste poddawany jest badaniu mikroskopowemu.   

piątek, 18 października 2013

PODERŻNIĘTE W SMOLEŃSKIEJ MGLE GARDŁO PEDOFILA


Od kilku miesięcy śledzę z uwagą dyskusje o uboju rytualnym oraz pedofilii w Kościele. Przy okazji można też  na pierwszych stronach gazet przeczytać o kondycji polskiej piłki nożnej i katastrofie smoleńskiej.  Te dwa ostanie tematy nie obchodzą mnie wcale. Z katastrofy w której zginęła prawie setka ludzi i to elita narodu, zrobiono kabaret. Sztuczna mgła, hel, magnes, wybuch to  niektóre tylko "przyczyny" tragedii.  Nawet jeden czołowych aktorów teatru Macierewicza przyznał że kłamał i to trzeba trafu w  TV Trwam, co można by zinterpretować jako spowiedź. Obrzydliwe kłamstwo w ustach nauczyciela akademickiego jest hańbą dla zawodu jaki też wykonuję. Ufam, że rektor uczelni w której ten człowiek pracuje postąpi odpowiednio.  Bieganie 22 facetów za piłką uważam za śmieszne, choć także w Radio Maryja poruszono ten temat ustami Jana Tomaszewskiego. Katastrofa narodowa przegrany mecz.

Pedofila, jak okazało się istnieje jednak w polskim kościele. Do niedawna jej nie było. Ksiądz z Tylawy (broniony przez abp. Michalika) zabawiał się z dwoma pokoleniami dziewczynek, a tej która ową ohydę ukazała światu, wyrzekła się własna matka. Samo to świadczy w jakim społeczeństwie przyszło nam żyć. Nie twierdzę, że księża  in gremio to pedofile. Większość jakich znam są zdecydowanie heteroseksualistami i regularnie współżyją z kobietami. Pozostali zachowują czystość. Problem jednak w reakcji kościoła i jego hierarchów na owo zjawisko. Wini się wszystkich i wszystko. Porównanie do chłopców złapanych na wybiciu szyby piłką, którzy tłumaczą się głupio, obrażałoby przyszłych Lewanowskich czy proszę o wybaczenie Szczęsnych. Gender, klimat (gorący!), rozwody to główni sprawcy kłopotów. Od księdza w a społeczeństwie katolickim wymaga się więcej niż przeciętnego Kowalskiego czy Nowaka. Człowiek, któremu szepczę się do ucha najintymniejsze grzechy nie powinien łapać mnie za genitalia, tak jak lekarz , który ma ratować życie nie powinien zabijać. Proste jak nauczanie Jezusa nieprawdaż? A nawiasem mówiąc abp. Michalik powinien dostać nagrodę od środowisk ateistycznych, gdyż dawno nikt nie zrobił tak dużo dla laicyzacji Polski jak on. O ile jednak wiara katolicka nie wymaga od księży zachowań niegodnych, tak jak się okazuje islam i judaizm żądają krwi. Nie człowieczej, bo ta przelewa się codziennie w imię wiary  na ulicach Bagdadu, Jerozolimy czy Kabulu. Tu żąda się krwi zwierzęcia bo tak chce bóg. Zwierzę ofiarne nie może być chore. To oczywiste nakazy starych ksiąg, które wówczas zabezpieczały koczownicze plemiona przez zarazą od chorych sztuk, które najłatwiej upolować. Aby zakaz ten stosowano polano go sosem religijnym z gniewem samego boga w tle. Jakkolwiek weterynaria poczyniła pewien postęp i łatwo rozpoznać chore sztuki bogowie nadal "domagają" się zwierząt zdrowych, czyli w czasie śmierci czujących wszystko. To tradycja. Głosy, które pojawiły się w obronie tej obrzydliwości zaskoczyły mnie. Oto przywołano czasy nazizmu, gdy faszyści zabronili Żydom uboju. Rabin chciał wyjechać z Polski. Obraza uczuć religijnych, której pisał Dawkins (prorok chyba) w "Bogu urojonym" pojawiała się w każdej dyskusji. Episkopat, który krztusił się w sprawie pedofilii ochoczo poparł Żydów i muzułmanów. W całej ohydzie tego co robi się ze zwierzęciem (są dostępne w Internecie filmy) składając ofiarę bogu z żywej czującej istoty w centrum Europy w roku 2013, mało kto zająknął się, że nie chodzi obrazę wiary lecz po prostu o obrzydliwie moralny czyn. Oczywiście zwierzęta zabija się dla potrzeb konsumpcyjnych. Sposób robi się to jest daleki od nawet wykonywania zaleceń polskiego prawa i innych ustaw, lecz jest to wina ludzi i nadzoru weterynaryjnego, bo są tu odpowiednie przepisy. Nie jest to jednak powód aby usprawiedliwiać barbarzyństwo na terenie mojej ojczyzny.  Polskie prawo zabrania tego, a ci którzy popełnili przestępstwo szlachtując barana mają jeszcze  czelność zgłaszać do prokuratury zawiadomienie o próbie przeszkodzenia im w obrządach, bardzo jak się dowiedziałem tradycyjnych. No cóż są czy też były religie starsze o islamu czy judaizmu , które nakazywały wyrywanie na żywo serca z klatki piersiowej (zabijany też nie był ogłuszany bo tak "chciał" bóg). Kto rozmawiał z tymi bogami? Kto wymyśla owe chore nakazy? Odpowiedź jest prosta. Człowiek największy zbrodniarz od powstania naszej planety, który wymyśli nawet boga, aby realizować swoje chore wierzenia, programy polityczne lub chucie. Ubrany w ornat czy jakikolwiek strój kapłański stawia się ponad prawem państwowym i majaczy coś o bogu, ofiarach, rozwodnikach, gejach, upałach w tropikach i smoleńskiej mgle.  Ubrany w garnitur profesora kłamie jak z nut aby poprzeć chore tezy swojego "szefa". Do czasu mam nadzieję, do czasu.       

sobota, 5 października 2013

ZNIŻKA U FRYZJERA CZYLI SMUGA CIENIA


Kilka dni temu wybrałem się do fryzjera. Okazało się ku memu smutkowi, że zakład, z usług którego najczęściej korzystałem  został zamknięty, gdy byłem na urlopie. Odszukałem więc na jednym z bydgoskich osiedli inny i śmiało wszedłem. Po około 10 minutach było po wszystkim. Wstałem z fotela i zapytałem o cenę usługi. Pani, która mnie strzygła, spojrzawszy na mnie zapytała: "A pan ma zniżkę dla emerytów?". " Nie" , odrzekłem . "A to będzie 12 złotych" . 

Nastrój w jaki wpadłem mając już ostrzyżoną głowę nie był najlepszy, choć jednocześnie sytuacja rozśmieszyła mnie. No cóż pomyślałem. Pewnie już wyglądam na dostojnego starszego pana, który jak na starych filmach korzysta z usług fryzjera (zachodzę w głowę, że tam chyba chodziło o golenie).  I wtedy przypomniały  mi się słowa "Dezyderaty" : "Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez goryczy wyrzekając się przymiotów młodości"

Kiedy zaczynamy się starzeć? Czym jest młodość, dorosłość? Mickiewicz dał znakomity skrót problemu upływu czasu w utworze "Polały się łzy". Wiek męski - wiek klęski. Świat dziecka jest, choć nie zawsze, prosty i jasny. Są rodzice, dom, potem szkoła, koledzy, podwórko… . Zastanawiałem się czy dorosłość nie jest po prostu pewnym stanem ducha, charakteryzującym się uspokojeniem emocji. Większość "rzeczy pierwszych" już za nami. Pierwszy pocałunek, pierwszy papieros, seks, kac po wódce. Już wiemy jak jest. Zawsze tak samo, choć nie tak samo. Młodość to chwila, przed zjedzeniem miodu jak mawiał Kubuś Puchatek. Ponoć najpiękniejsza. Ale czyż nie byliśmy zawiedzeni owymi pierwszymi razami. Zazwyczaj były nieudanie. Seks w strachu i bez orgazmu, kaszel po papierosie, wymioty po alkoholu. Dorosły wie kiedy i ile, żeby czerpać przyjemność.

A starzec? No cóż zbliża się , albo już jest po "rzeczach ostatnich". Wszystko już było, a jednak ze z smutkiem i zazdrością patrzy na młodych. Na ich zachłanność świata. Chce im powiedzieć:

" Rwijcie pąki swoich róż póki jeszcze możecie,
bo czas uleci, choć stary swym wiekiem,
kwiat co dziś uśmiechem się ukłoni,
umrze jutro w waszej dłoni...".

A kiedy kończy się fiesta młodości, niektórzy czują to o czym pisał Marquez: "Ogarnął go smutek znany tylko tym, którzy sprzątają sceny po wielkich przedstawieniach". Kto wie, może w owym zakładzie fryzjerskim spojrzałem na odpadki z życia mojego i ludzi , z którym je dzieliłem. Gasną światła rampy. Zostaje pusta sala. Pewnie ważne jest to, żeby była w miarę czysta. Jak się da… .

poniedziałek, 30 września 2013

NIE RZUCAJ WE MNIE KAMIENIEM W KTÓRY WIERZYSZ (II)


Pragnieniem wyznawców każdej religii jest jej rozprzestrzenienie, najlepiej na cały świat, no i oczywiście urządzenie życia innych ludzi (nie ważne czy są wyznawcami) według reguł jakie przekazał dany bóg. Jest ich (bogów) nawiasem mówiąc sporo, a "dowodów" na ich istnienie i prawdziwość ich przekazów takoż. Pominę hańbiące człowieczeństwo nawracanie na wiarę chrześcijańska Indian Południowoamerykańskich, co właściwie skończyło się eksterminacją owych ludów (wielką rolę miały też zawleczone przez kolonistów choroby i alkohol). Do dziś misjonarzy można znaleźć w każdym zakątku planety i tak naprawdę należałoby się zapytać ich, czemu chcą zabrać tamtym ludziom wiarę przodków. 

Zapał  misjonarski nie dotyczy tylko chrześcijan. Kiedy czytałem wypowiedzi muzułmanów zamieszkujących Londyn, często tam urodzonych i wykształconych ciarki przechodziły mi przez plecy. Zakaz Internetu czy cenzura wszystkiego to jak mawiają młodzi "light". Ma panować prawo szariatu. Nie potrzebne jakieś idiotyczne badania DNA z miejsca zbrodni czy kamery przemysłowe.  Jeśli zdradziłeś współmałżonka i potwierdzi to czterech świadków (chętnie za pieniądze wystawie ich armię) dostaniesz sto batów. Pocieszające, że ukamienowanie jest ponoć rzadziej stosowane. Ci ludzie żyją tu i teraz. Mijają cię na ulicy, patrzą ci w oczy. I czekają. Nie jestem ksenofobem, wręcz przeciwnie, mam przyjaciół wśród ludzi pochodzenia arabskiego, z których część zachowuje się godniej od moich znajomych katolików. Kiedy jednak wizę islamistów-morderców, takich jak krzyżowcy przed laty cos we mnie mówi uważaj na tych ludzi, bo jutro nakażą twojej żonie nosić burkę , a córkę ukamienują bo zmieniła chłopaka.

Po co jednak sięgać tak daleko. Tu w naszej Ojczyźnie mamy ludzi przy których ortodoksyjni imamowie są wzorem dla liberałów. Nie chodzi o księdza Rydzyku (nie mówię  ojciec, bo miałem jednego i nie żyje od 30 lat). Mówię o naszych posłach, działaczach prolife i podobnych organizacji. Wielu młodych ludzi, którym wyprano mózgi z krytycznego choćby tylko myślenia popiera ich. To smutne. Otóż ci ludzie postanowili zaostrzyć i tak restrykcyjną ustawę antyaborcyjną.  Napisałem już , że nie jestem zwolennikiem aborcji jako metody regulacji poczęć, przy założeniu, że mam pełen dostęp do środków antykoncepcyjnych. Jeśli ktoś chce słuchać p. Połtawskiej, jego sprawa. Tym różnię się od owych ludzi, że moich przekonań światopoglądowych nie mam zamiaru wciskać nikomu na silę, ani tym bardziej do polskiego prawa. Jednak, gdy ciążą zagraża życiu matki, jest efektem gwałtu lub dziecko ma ciężkie uszkodzenie genetyczne kobieta lub rodzice powinni mieć prawo do wykonania aborcji i to za darmo w państwowym szpitalu bez żadnych pouczających rozmów itp. Mam w rodzinie kuzynkę z dzieckiem ciężką chorobą psychiczną o podłożu genetycznym. Zapewniam, że nie zawsze są to dzieci przypominające Maciusia z "Klanu". Życie tej kobiety, zwłaszcza po śmierci męża jest udręką. Nie każdego stać na heroizm, jaki chcą nam zafundować proliferzy. Ciekaw jestem jak zachowaliby się "obrońcy życia" w sytuacjach ekstremalnych. Nasza noblistka napisała kiedyś :"tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". Może wtedy wesołe Alleluja zmieniłoby się w inną pieśń.

Z drugiej strony jeśli kobieta z powodów religijnych czy jakichkolwiek innych chce urodzić chore dziecko powinna mieć do tego prawo, a państwo winno otoczyć ją i dziecko darmową opieką na najwyższym poziomie. Dziś niestety co jakiś czas telewizje i inne organizacje  zbierają pieniądze na drogie kuracje poza granicami. Poza tym sądzę, że proliferzy powinni bardziej zająć się dziećmi już narodzonymi, bo jakoś te ostanie nie są w łasce.  

 

sobota, 28 września 2013

NIE RZUCAJ WE MNIE KAMIENIEM W KTÓRY WIERZYSZ (I)


Jakiś czas temu oglądałem dyskusję jaką toczyła pewna kobieta , która porzuciła islam z ortodoksyjnym imamem. Jak można się domyślać w ustach tego ostatniego słychać było o szatanie, karze wiecznej i podobnych elementach każdej wiary. Kobieta spokojnie odpowiadała na ów słowotok, z trudem przebijając się przezeń. W pewnym momencie powiedziała genialne zdanie: "Człowieku! Możesz wierzyć w co chcesz, nawet w kamień , ale nie rzucaj nim we mnie". Ten obraz powrócił, gdy toczyła się debata o zaostrzeniu tzw. ustawy antyaborcyjnej w Polsce. Środowiska "obrońców życia" wytoczyły ciężkie armaty. Temat oczywiście wraca niczym kometa Halley'a co jakiś czas. Obecna ustawa jest przez wielu światłych ludzi uznana za dobrą. Tymczasem "proliferzy" nie odpuszczają i chcą całkowitego zakazu aborcji.  Żeby była jasność. Aborcja nie jest niczym dobrym. Jestem jej przeciwnikiem  jako metody regulacji poczęć. Człowiek od wielu już lat umie regulować swoją płodność. Poznał naturalny przebieg cyklu u kobiety i metody wpływania na niego za pomocą hormonów. Stosuje też inne metody w tym wczesnoporonne. I tu już zaczyna się konflikt. Pominę metody wczesnoporonne, zaliczając je świadomie do kategorii aborcji. Jednak i pozostałe  prócz tzw. kalendarzyka i metody Billingsów są wyklęte przez proliferów.  Dr Wanda Półtawska, powiedziała nawet, że ci którzy stosują owe zakazane przez Kościół metody są gorsi od aborterów bo zaburzają boski plan poczęcia człowieka. Wnoszę zatem, że Bóg steruje trylionami plemników jakie w ciągu doby wraz z nasieniem opuszczają ciała mężczyzn na naszym globie i kieruje wybrany do komórki jajowej. Pani Półtawska zasługuje na szacunek, ze względu na wiek, przeżycia wojenne i dokonania , lecz nie jestem do końca pewien czy powinna nadal zajmować się nauczaniem medycyny, nawet pastoralnej. Zadałem kiedyś pytanie znanej bydgoskiej obrończyni życia (nomina sunt odiosa) jaka jest różnica pomiędzy założeniem prezerwatywy, która nie dopuszcza do zapłodnienia, a obliczeniem z kalendarzyka lub obserwacji śluzu , że dziś "możemy". Otrzymałem odpowiedź, która przyznam wówczas mnie zaskoczyła. Otóż dowiedziałem się, że założenie prezerwatywy czyni z kobiety przedmiot. Nieśmiało zaprzeczyłem, argumentując, że znałem takie, które tak nie czuły, a nawet zakładały partnerom prezerwatywy czerpiąc z tego (w tym obserwacje osobiste) pewną przyjemność. W tym momencie otrzymałem odpowiedź, że takie jest nauczanie Jana Pawła II (rozmowa miał miejsce w czasie jego pontyfikatu). Wtrąciłem wtedy delikatnie, że mimo ponad 90- procentowej populacji katolików w Polsce rynek prezerwatyw i środków antykoncepcyjnych a się dobrze. Czyżby zatem katolicy sprzeniewierzali się swojej wierze? No dobrze powiedzmy raz zgrzeszyli. Poszli do spowiedzi, gdzie warunkiem otrzymania rozgrzeszenia jest szczery żal i obietnica poprawy. Łatwo policzyć, iż nawet gdyby wszyscy tak zgrzeszyli po roku nie byłoby już problemu (biorę pod uwagę dwie spowiedzi Wielkanocne -obowiązkowe). Jednak zjawisko ma charakter ciągły. Czyżby Polacy nie słuchali Jana Pawła II? To chyba niemożliwe.

Tymczasem grupy ludzi (zazwyczaj już po okresie aktywnego życia płciowego) próbują z pomocą polityków wprowadzić do sypialni owych niewiernych katolików swoje prawa. A to klauzula sumienia lekarzy, którzy nie powinni zapisywać środków antykoncepcyjnych. A to klauzula sumienia aptekarzy, którzy nie powinni sprzedawać owych jeśli przejdzie się przez sito lekarskie.  Lekarz odmawiający czegoś z powodu klauzuli sumienia musi wskazać możliwość realizacji żądania w innym ośrodku. Jeśli tego nie zrobi narusza Kodeks Etyki Lekarskiej i należy go zaskarżyć do Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej  danej Izby Lekarskiej.

Pragnienie wprowadzenia swoich poglądów religijnych do prawa państwowego nie jest ani domeną Polski ani niczym nowym. Ale o tym i innych sprawach  w następnej części  

sobota, 21 września 2013

RAK NIE WYROK - BANAŁ A JEDNAK PRAWDA. CZĘŚĆ II, OBJAWY, PROFILAKTYKA, LECZENIE


Wiemy już trochę o przyczynach nowotworów. Czas zatem zastanowić się jak je wykryć. Jest to o tyle istotne, że każdy z nich przechodzi pewne fazy. I tak na początku mamy  inicjację czyli pierwsze zmiany w aparacie genetycznym, początkowo odwracalne lub naprawiane przez mechanizmy obronne. Jeśli one zawiodą dochodzi do promocji nowotworu czyli utrwalenie się zmian genetycznych w pojedynczych komórkach. Te ostanie zaczynają się dzielić i pojawia się tzw. progresja nowotworu. Komórki jednak nie przekraczają  błony podstawnej nabłonka. To tak zwany rak przedinwazyjny. Dalszy rozplem komórek powoduje przekroczenie owej błoni i rak zaczyna naciekać narząd. To inwazja początkowa. Jeśli nie będzie żadnego leczenia przejdzie ona w inwazję zaawansowaną z komórkami, które odrywają się od guza i droga krwi i limfy powodują przerzuty. Rak wchodzi w fazę uogólnioną, która zazwyczaj kończy się śmiercią. Taki cykl trwa długie lata. Problem w tym jak wykryć zmiany w okresach wczesnych. Okazuje się, że są takie możliwości. Znamy bowiem tzw. stany przedrakowe, czyli takie zmiany, które mogą, a nawet na pewno przekształcą się w nowotwór. Jedną z nich są polipy gruczolakowe jelita grubego. Gdy wykonujemy sobie profilaktyczną kolonoskopię ( a każdy powinien, zwłaszcza jeżeli w rodzinie ktoś chorował na rak jelita) i lekarz zauważy polip, odcina go i przesyła do badania. Zdarza się, że w tym polipie są komórki, które weszły już na drogę ku nowotworowi.  Odcięcie polipa zabezpiecza przed rakiem! To tak jak zastrzelenie terrorysty przed odpaleniem przez niego bomby w autobusie. Takich stanów przedrakowych jest więcej (zmiany w szyjce macicy, w jamie ustnej, krtani itp.). Tylko badania profilaktyczne mogą je wykryć gdyż same nie dają żadnych objawów.

O objawach raka bardziej zaawansowanego, którego można jednak nadal skutecznie leczyć pisałem w felietonie "Pierwszy dzwonek". 

Jak leczyć nowotwory? Oczywiście nie u cudotwórców, znachorów oraz przedstawicieli tzw. medycyny alternatywnej. Medycyna jest tylko jedna! Nie będę pisał o wyłudzaczach pieniędzy, oszustach i podłych ludziach "oczyszczających" organizm robiących operację bez użycia skalpela i podobnych bredniach. Jeśli ktoś wierzy w te bzdury niech dalej nie czyta, bo i po co.  Podstawą leczenie wszystkich nowotworów jest chirurgia. Może ona pojawić się na początku leczenia lub po  przygotowaniu innymi metodami. Przykładowo rak odbytnicy jest najpierw leczony naświetlaniami a dopiero później odbywa się zabieg. Podobnie postępuje się z niektórymi rakami przełyku. W wielu przypadkach po zabiegu chirurgicznym przeprowadza się leczenie uzupełniające, mające na celu likwidację komórek nowotworowych, których nie udało się usunąć (np. mikroskopijne  przerzuty). Obecnie w onkologii obowiązuje kilka zasad. Po pierwsze dobre przygotowanie chorego i dokładna diagnostyka - typ nowotworu, jego umiejscowienie, obecność lub nie przerzutów. Pacjent dobrze odżywiony (często przed operacja żywienie dożylne), choroby współistniejące np. cukrzyca, wyrównane. Po drugie dobrze zaplanowane leczenie nowotworu. Czy najpierw zabieg, chemioterapia czy radioterapia? Po zabiegu plan wizyt kontrolnych i badan w celu wykrycia nawrotu choroby lub przerzutów.  Wiadomość o wykryciu raka jest dla pacjenta jak grom z jasnego nieba. Nie należy panikować!. To nie wyrok śmierci. Po drugie nie trzeba operować dziś lub jutro. Najpierw dokładna diagnostyka i dobre przygotowanie. Tydzień, czy dwa nie zmienią już niczego.

Niestety wiele nowotworów rozpoznawanych jest w Polsce późno. To nic, że mam krew w stolcu albo kaszlę od roku odpluwając krew. To pewnie hemoroidy i papierosy. Tak myśli wielu pacjentów ignorując te alarmowe objawy.  Dopiero gdy z krwotokiem lub niedrożnością jelit trafiają do szpitala okazuje się, że istotnie jest za późno na operację radykalną, czyli taką, która usuwa cała tkankę nowotworową i zabezpiecza przed nawrotem i przerzutami. Nawet jeśli uda się usunąć guz, zakres operacji może być duży co łączy się z kalectwem. Amputacja, stomia, rozległe resekcje jelit.  Wcześnie wykryty rak i planowy zabieg zazwyczaj pozwalają na oszczędniejszą chirurgię.

Co robić gdy guza nie można już usunąć? Wtedy pozostają tzw. operacje paliatywne czyli łagodzące. One nie leczą a tylko usuwają pewne obawy np. żółtaczkę, niedrożność itp. Guz niestety zostaje. Można zastosować też paliatywną chemio- czy radioterapię aby zmniejszyć ból czy inne niekorzystne objawy.

Podsumujmy zatem co robić:

1. Korzystajmy z badan profilaktycznych przeznaczonych dla naszej grupy wiekowej

2. Unikajmy szarlatanów, "oczyszczaczy" organizmu czy posobne kreatury, które tylko czyhają aby wyłudzić od chorych ludzi pieniądze, sprzedając nadzieję

3.Nie palmy tytoniu, nie przejadajmy się (utrzymanie odpowiedz niej wagi, codziennie jakaś aktywność fizyczna

4. W razie niepokojących objawów udajmy się do lekarza. Rak najbardziej "lubi" tych którzy dają mu dużo czasu na rozwój

czwartek, 19 września 2013

RAK NIE WYROK - BANAŁ A JEDNAK PRAWDA. CZĘŚĆ I, DEFINICJE, PRZYCZYNY.


Słowo rak zawsze wywołuje u pacjentów lęk. Zdarza się, że nawet nie chcą go wymówić, zastępując go eufemizmami typu "ten co chodzi do tyłu" itp. Nadal w powszechnej opinii, mimo wielu akcji z udziałem celebrytów, którzy "wygrali walkę z rakiem", nowotwór oznacza śmierć i to zazwyczaj w męczarniach.  No właśnie użyliśmy dwóch terminów rak i nowotwór. Czy oznaczają to samo?  Niezupełnie. Otóż pod pojęciem nowotwór rozumiemy grupę chorób ,w których komórki dzielą się w sposób niekontrolowany przez organizm, a nowo powstałe komórki nowotworowe nie różnicują się w typowe dla danej tkanki. Nowotwory mogą dotyczyć wszystkich tkanek ciała. Rak to pojęcie węższe i dotyczy komórek nabłonkowych np. śluzówka jelita, komórki nabłonka płuc itp. Nowotwory pochodzenia nienabłonkowego nazywamy mięsakami.  Nie ukrywajmy jednak, że często (choć błędnie) słowa rak używa się w sensie nowotworu.

Skąd się biorą nowotwory i czy rzeczywiście jak się powszechnie uważa jest ich teraz więcej, bo każdy zna przecież kogoś kto zmarł na raka. Może najpierw druga część pytania. Po pierwsze nowotwory (o czym za chwilę) są charakterystyczne raczej dla wieku podeszłego czyli po 65 roku życia. Oczywiście występują też u dzieci, ale przyczyny tej grupy są nieco inne. Żyjemy dłużej, stąd szanse na ujawnienie raka są większe. Kiedyś 70-latek był starcem,  dziś to starszy pan z planami na przyszłość.  Po wtóre postęp medycyny, a przede wszystkim diagnostyki spowodował, że "wiemy na co umieramy" . Pięćdziesiąt lat temu na pytanie :"A dziadek na co umarł?" , można było uzyskać odpowiedź: "Schudł jakoś, zrobił się żółty, a na koniec to nie mógł nic jeść , a nawet pić". Dziś wiedzielibyśmy, że to rak żołądka z przerzutami do wątroby, znalibyśmy typ histologiczny, a dziadek zapewne miałby jakiś zabieg , choćby paliatywny (napiszemy o tym w części II). Nie jest więc chyba do końca prawdą, że raków jest więcej niż kiedyś. Jaka jest przyczyna powstawania nowotworów? Nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, tak jak nigdy nie będzie jednego "leku na raka".  Sporo już wiemy, ale nadal wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Rzecz polega na tym, że podział komórek w naszym organizmie jest pod kontrolą. Niektóre dzielą się szybko (nabłonek jelit, komórki szpiku itp.), inne bardzo wolno lub prawie wcale. Czynników wpływających bądź to na sam podział, bądź na mechanizmy kontroli jest wiele. Uszkadzają one DNA komórek i geny odpowiedzialne za te funkcje. Jeśli taka zmieniona komórka nie zostanie zniszczona, wymyka się spod nadzoru i zaczyna dzielić bez kontroli. Zaczyna rosnąć guz. Im mniej podobna do "oryginału" z którego powstałą jest tkanka guza, tym większa złośliwość nowotworu.  Nowotwory łagodne maja budowę histologiczną przypominającą tkankę macierzystą. Ważne też jest gdzie guz rośnie. Jeśli ma dużo miejsca i nie ma w pobliżu ważnych dla życia narządów, może wzrastać latami do olbrzymich rozmiarów. W innych miejscach np. w czaszce nawet małą zmian daje o sobie znać uciskiem na mózg, nerwy czy uporczywymi bólami głowy. Różne jest tempo wzrostu guzów. Jedne rosną powoli, nawet latami, inne szybko w ciągu miesięcy. Wszystkie te czynniki ocenia się podejmując strategię leczenia.    

Co może wpłynąć na rozwój nowotworu i czy możemy temu zapobiec? Na czynniki wrodzone nie mamy wpływu, ale jeśli wiemy że ktoś w rodzinie chorował przykładowo na raka jelita grubego powinniśmy zrobić sobie kolonoskopię. W ogóle jeśli w rodzinie było dużo i to w młodym wieku nowotworów powinniśmy skonsultować się z onkologiem i zaplanować badania diagnostyczne.  W starszym wieku mechanizmy kontroli zaczynają się psuć. Po drugie, nagromadzone przez całe życie trucizny (dym papierosów, spaliny itp.) zaczynają działać na tak osłabiony system. Znamy też czynniki zewnętrzne tzw. karcinogeny. Palenie papierosów, brak aktywności fizycznej, czerwone mięso, brak witamin w pożywieniu, otyłość to tylko niektóre. Tu możemy działać. Trzeba tylko chcieć.

W następnym odcinku objawach nowotworów i ich leczeniu

poniedziałek, 16 września 2013

DZIĘKUJEMY PANU PANIE PASTEUR


W starodawnej pieśni kościelnej śpiewamy " Od powietrza, głodu , ognia i wojny, zachowaj nas Panie". Nie chodzi tu oczywiście o powietrze jakie nas otacza, bo bez niego nie można żyć, ale o "powietrze morowe" czyli zarazy, które nękały ludzkość od zarania dziejów. Stały się one powszechne, gdy ludzie zaczęli mieszkać w skupiskach miast, a poziom higieny urągał wszystkiemu, co uznajmy dziś za choćby dolną granicę normy. Jedno było pewne, choroby w jakiś nieznany sposób przenoszą się z człowieka na człowieka lub ze zwierzęcia na człowieka. O sposobach walki z zarazami można by pisać książki (pośrednio jest taką opowieścią "Dekameron"). Nie pomagały jednak modlitwy, msze czy czary. Po pewnym czasie zabiwszy setki i tysiące istnień zaraza ustępowała, do czasu następnego wybuchu. Prawdopodobnie w XIV w. w wyniku dżumy zmarło 3/4 mieszkańców ówczesnej Europy Zachodniej. Lata mijały a ludziom pozostawała tylko ucieczka z miejsca epidemii (często będąca przyczyną rozprzestrzeniania się) lub oczekiwanie na wyroki  boskie. Podobnie ówczesne szpitale były miejscem gdzie zaraza, choć w mikroskali zbierała swe obfite żniwo. Nie umiano walczyć z zakażeniami, choć próbowano różnych środków od szlachetnych win do przypalania ran gorącym żelazem lub wrzącym olejem. Człowiekiem, który uświadomił sobie, że istnieje coś co przenosi zakażenie ze zwłok na żywego człowieka i pomiędzy żywymi był węgierski położnik Ignacy Semmelweis. W czasie sekcji zwłok zmarłej wskutek zakażenia położnicy, jego kolega zaciął się nożem i zmarł mając takie same objawy, jak owe kobiety, które licznie umierały na oddziale Semmelweisa. Wówczas zdał on sobie sprawę, że to lekarze nie myjąc rąk po sekcjach i badając naprzemian zdrowe i zakażone położnice, przenoszą ów czynnik śmierci. Nakazał zatem mycie rąk pomiędzy badaniami i po wykonaniu sekcji zwłok. Wyśmiano go, uważając jego żądania za fanaberie. Ów wielki człowiek, twórca aseptyki (postępowanie jałowe), jak wówczas mawiano postradał zmysły i zakończył życie w zakładzie psychiatrycznym. W tym samym czasie w Paryżu Ludwik Pasteur rozwiązał zagadkę kwaśnienia wina, które przynosiło wielkie straty tamtejszej gospodarce. Ich przyczyną okazały się bakterie. Prosty sposób podgrzania i schłodzenia, który zabijał bakterie zapobiegał fermentacji. Do dziś proces ów nazywamy pasteryzacją. Pasteur, a po nim wybitni współcześni mu lekarze zrozumieli, że zakażenie i fermentacja to ten sam proces powodowany przez rozplem bakterii. Otwierała się nowa epoka w medycynie - mikrobiologia. Niebawem nauczono się izolować i hodować bakterie, zaczęły powstawać szczepionki. W następnych dziesięcioleciach  zaczęto prace nad lekami przeciwbakteryjnymi, początkowo sulfonamidami, później antybiotykami, które powszechnie wprowadzono do kliniki po II Wojnie Światowej. Niestety współczesna mikrobiologia oparta jest w  dużej mierze na zbrodniczych badaniach niemieckich i japońskich na jeńcach wojennych i więźniach obozów.

Dzisiaj w przypadku zakażeń bakteryjnych stosujmy powszechnie antybiotyki. Znajdują one także zastosowanie w profilaktyce zakażeń przed operacjami. Jeżeli dochodzi do zakażenia, powstaje ognisko ropne lub w czasie zabiegu odnajduje się takie obszary pobiera się tzw. posiew czyli wymaz z bakteriami i zakłada hodowlę. Po jakimś czasie wiemy już jakie bakteria powodują ten stan, a przede wszystkim na jakie  antybiotyki są wrażliwe (tzw.  antybiogram) co pozwala na skuteczne uderzenie celowanym antybiotykiem. Współczesne metody mikrobiologiczne opierają sie też na badaniach genetycznych (DNA bakterii), co pozwala w bardzo krótkim czasie określić rodzaj patogenów i ich wrażliwość. W czasie ogólnego zakażenia organizmu pobiera się posiewy krwi, moczu, płynu mózgowo-rdzeniowego i z nich hoduje się bakterie. Problemem jest powstająca oporność na coraz większą ilość antybiotyków. Problem powstał na skutek zbyt dowolnego ich stosowania  w przypadku schorzeń nie będących zakażeniem bakteryjny np. kataru. Zawsze należy się zastanowić nad korzyściami i skutkami ubocznymi antybiotyków. Człowiek nie może żyć bez bakterii, które bytują np. w jelicie grubym. Te "dobre" bakterie wytwarzają wiele niezbędnych nam substancji, a w czasie stosowania antybiotyku także giną. Nie podawajmy wic tych cennych leków bez wyraźnych wskazań.

niedziela, 15 września 2013

DZIĘKUJEMY PANU PANIE van LEEUWENHOEK


Człowiek funkcjonuje w określonym świecie, a jego zmysły odbierają to, co jest najbardziej potrzebne do przeżycia. Świat w makroskali (planety, gwiazdy i cały wszechświat) jest niedostępny bez odpowiednich teleskopów, lunet czy podobnych przyrządów nie zawsze działających w zakresie światłą widzialnego. Podobnie jest z mikroświatem. Tam jak mawiał Feynman jest "dużo miejsca" , które zapełniają miedzy innymi żyjątka takie jak bakterie, wirusy, pierwotniaki czy grzyby widoczne tylko pod wielkim powiększenie. Drzwi do mikroświata otworzył ludzkości Antoni van Leeuwenhoek w drugiej połowie XVII w,. konstruując mikroskop. Zobaczył mikroświat pełen owych dziwnych stworów, których znacznie dla powstawania chorób pojął dopiero dwa wieku później Ludwik Pasteur.

Urządzenie Leeuwenhoek'a przez następne lata udoskonalano, dodając mu światło, inne zestawy soczewek, filtry, imersję i podobne. Wkrótce nauczono się utrwalać oglądane preparaty i barwić je w ten sposób aby uwidocznić coraz to nowe szczegóły. Stąd tylko krok do rozpoznawania różnic między zdrową a chorą tkanką, pobraną w czasie operacji do badania. Tak zaczęła się rodzić nowoczesna anatomia patologiczna (patomorfologia). Oczywiście sekcje zwłok wykonywano już dawniej, lecz można było zauważyć tylko zmiany makroskopowe, widoczne gołym okiem. Zmiany chorobowe w komórkach i tkankach skrywała tajemnica ich mikroskali. Dziś każda tkanka pobrana w czasie zabiegu, biopsji (nakłucie specjalną igłą, pobranie kleszczykami) czy polipektomii (wycięcie polipa)  jest badana pod mikroskopem. Odkrywa się w ten sposób w niekiedy pozornie zdrowej tkance ogniska raka lub zapalenia. To badania o kapitalnym znaczeniu dla dalszego leczenia. Czy operować, zastosować chemioterapię, a może tylko obserwować? Na te pytania odpowiadają badania mikroskopowe. Do metod barwienia dodano dziś badania immunohistochemiczne, czyli reakcję z odpowiednimi przeciwciałami charakterystycznymi dla pewnych typów nowotworów czy chorób zapalnych. W ostatnich latach dołączono tu genetykę. Pobrane tkanki poddaje się obróbce z zakresu inżynierii genetycznej oceniając sekwencję genów.

W chirurgii niezwykłą rolę odgrywają tak zwane badania śródoperacyjne. Nie zawsze przed operacją udaje się dokładnie określić rodzaj schorzenia, lub też chirurg w czasie zabiegu napotyka na zmianę o niejasnym charakterze. Pobiera wtedy z niej wycinek, który natychmiast jest zanoszony do pracowni patomorfologa. Ten w jak najkrótszym czasie sporządza preparat i wydaje werdykt co do rodzaju zmiany. Badanie to decyduje o rodzaju zabiegu, jego rozległości i stopniu kalectwa, na który będzie narażony pacjent po zabiegu (amputacja lub nie, wyłonienie stomii lub nie).  

Dziś medycyna bez patomorfologii nie może normalnie egzystować. Patomorfologia zaś, mimo niebywałego postępu w badania nad tkankami i komórkami nadal posługuje się jako podstawowym urządzeniem odpowiednio dobranymi, oprawionymi i zestawionymi soczewkami zwanymi mikroskopem.

sobota, 7 września 2013

DŹWIĘKI, KTÓRYCH NIE SŁYCHAĆ, A DZIĘKI KTÓRYM WIDAĆ CZYLI USG - BADANIA DODATKOWE - CZEŚĆ IV


Wiele dziedzin, które dziś służą medycynie rozwijało się równolegle, a z czasem jak się niebawem okaże połączyło nawet swe siły w owym zbożnym celu. Kiedy rozwijała się optyka, która pomogła w skonstruowaniu endoskopów,  a Rentgen odkrywał swoje promienie, pracowano również nad rozchodzeniem się dźwięków. Początkowo były to badania o znaczeniu militarnym służące do wykrywania statków podwodnych przeciwnika i pozwalające na ominiecie przeszkód pod powierzchnią. Wkrótce okazało się, że można wykrywać nimi wady w metalach, co zaczęto stosować w roku 1941. Już rok później austriacki psychiatra i neurolog Karl  Dussik zastosował owo techniczne urządzenie do wykrywania guzów mózgu. Choć próby nie do końca były udane, w następnych latach podjęto eksperymenty na tkankach ludzkich i zwierzęcych w celu poszukiwania ultradźwiękami zmian patologicznych. W roku 1951 powstał pierwszy ultrasonograf wykorzystujący tzw. prezentację B. Wkrótce powstały urządzenie wykorzystujące prezentację M (ruch). Zaczęto badać ruchy zastawek serca (1954).  Pierwszy komercyjny ultrasonograf powstał w 1965 (firma Simens). W następnych latach dzięki rozwojowi informatyki i elektroniki nastąpił lawinowy rozwój metody. Wytworzono różne typu głowic w tym transrektalne i transvaginalne do badania odbytnicy i narządów płciowych kobiet. Nastąpiło także połączenie techniki endoskopowej z USG. Otóż endoskopy, o których już trochę pisaliśmy wyposażono w głowicę USG. Okazało się ze takie badani (jakby od środka) daje niesamowite możliwości oceny zmian, których klasyczne (przezskórne) USG nie jest w stanie zdiagnozować.

Na jakiej zasadzie działa ultrasonograf?  Wykorzystuje się tu zjawisko rozchodzenia się, rozpraszania oraz odbicia fali ultradźwiękowej  na granicy ośrodków (np., tkanka wątroby i płynowa torbiel, żółć jako płyn i kamienie żółciowe w niej zanurzone), przy założeniu stałej prędkości fali w różnych tkankach równej 1540 m/s. W medycynie stosuje się częstotliwości z zakresu ok. 2-50 MHz. Fala ultradźwiękowa najczęściej generowana jest oraz przetwarzana w impulsy elektryczne przy użyciu zjawiska piezoelektrycznego, odkrytego przez męża Marii Skłodowskiej, Piotra Curie. w latach 80-tych XIX w. Podobnie niejednorodność w jakiejś strukturze np. metalu można wykryć tą metodą.

Ultrasonografy wyposażono również w tzw. przystawkę dopplerowską. Otóż istnieje coś takiego jak efekt Dopplera  polegający na powstawaniu różnicy  częstotliwości przez źródło fali oraz zarejestrowanej przez obserwatora, który porusza się względem źródła fali. Zjawisko to obserwowane jest w astronomii (przesuniecie ku czerwieni) gdyż galaktyki poruszają się (oddalają się od Ziemi). A w organizmie człowieka? W  naczyniach porusza się krew. I właśnie jej ruch śledzony jest przez ultradźwięki, które dodatkowo dzięki efektowi Dopplera pokazują prędkość i kierunek  przepływu, a program komputerowy ocenia jakość naczyń (zwężenia, poszerzenia itp.)

Zaletą badania ultrasonograficznego jest jego mobilność (istnieją prawie "kieszonkowe aparaty") i  nieszkodliwość. Uwidacznia ono  guzy, płyn w jamach ciała, złogi czyli kamienie żółciowe, nerkowe czy trzustkowe, a także zmiany w strukturze miąższu narządów w wyniku zapalenie czy innych zmian. Również w ultrasonografii stosuje się środki kontrastowe, co dodatkowo pomaga w diagnozowaniu niejasnych zmian (różnicowanie między guzami złośliwymi a łagodnymi nowotworami itp.).  Pod kontrolą USG można też dokonywać zabiegów, które do czasu wprowadzenia tego badania były robione "na ślepo" . Chodzi o biopsje narządów (pobranie tkanki do badania mikroskopowego) czy  punkcje torbieli i innych zbiorników płynu.

Jak przygotować się do badania? Trochę zależy to od jego typu. Powinniśmy być na czczo (dobrze się też odgazować Espumisanem bo ultradźwięki "nie lubią" powietrza. Urolodzy preferują badania z pełnym pęcherzem, więc przed badaniem pijemy dużo płynu i powstrzymujemy się od oddania moczu.  Jeśli przewidywany jest jakiś zabieg, trzeba przed nim wykonać podstawowe badania krwi.  

czwartek, 5 września 2013

A TEMU PANU ZROBIMY RENTGEN - BADANIA DODATKOWE CZĘŚĆ III


Znamy już z poprzedniego odcinka historię promieni X. Choć minęło prawie 120 lat nadal w każdym szpitalu znajdziemy oddział radiologii zwany powszechnie rentgenem. Aparaty rentgenowskie zawędrowały też na sale operacyjne i do sal chorych, gdzie wykonuje się tzw. zdjęcia przyłóżkowe u najciężej chorych. Do zatem  czego w roku 2013 służą aparaty rentgenowskie ?

Oczywiście nadal wszelkie urazy kości diagnozowane są za pomocą tej metody. Dziś już nie używa się klisz fotograficznych a zdjęcie "wywoływane" jest poprzez czytnik elektroniczny jak w aparacie cyfrowym. Pacjent dostaje płytę kompaktową, zaś zdjęcie w wersji elektronicznej można za pomocą specjalnych programów powiększać , zmieniać konrtrast  obracać itp. Subtelniejsze zmiany kostne (podejrzenie nadpęknięcia kości, zmiany w kręgach czy czaszce lepiej diagnozuje tomograf komputerowy (KT).

Zdjęcia przeglądowe (puste, bez kontrastu) klatki piersiowej czy brzucha to podstawa działania Izby Przyjęć. Co możemy tu stwierdzić? Czy nie ma płynu w jamie opłucnej, zapalenia płuc, guza płuca (wtedy dokładniejsza diagnostyka w KT), odmy czyli powietrza w jamie opłucnej (po urazach klatki piersiowej), złamań żeber , mostka . A w brzuchu? Na takim zdjęciu zobaczymy objawy niedrożności jelit, perforacji (przedziurawienia p. pokarmowego), ciał obcych np. połknięte przez więźniów kotwiczki i podobne cuda. Jedno proste zdjęcie daje sporo informacji.

W pracowniach rentgenowskich wykonuje się zdjęcia z użyciem kontrastów doustnych i dożylnych. Do tych badań musimy się przygotować. Po pierwsze trzeba być na czczo (mogą pojawić się wymioty a czasami nawet powikłanie zmuszające do wykonania zabiegu). Po drugie warto "odgazować" się za pomocą np. Espumisanu.  Po trzecie do pewnych badań trzeba wykonać oznaczenie poziomu kreatyniny (obrazuje pracę nerek) i hormonów tarczycy (kontrasty zawierają często jod). Do badań kontrastowych zaliczamy rentgen przełyku i żołądka (dziś dość rzadko stosowany bo zastępuje go gastroskopia), kolografię (badanie jelita grubego), urografię (badanie czynności nerek) a także cały szereg badań naczyniowych obrazujących tętnice i żyły w poszukiwaniu ich zwężeń czy urazów (arteriografie i flebografie).

KT jest doskonałym badaniem lecz niestety dawka promieniowania jest tu dość duża. Oczywiście w koniecznych przypadkach należy je zawsze wykonać. Badanie to dokonało przełomu w diagnostyce centralnego układu nerwowego (mózg i rdzeń) a także w diagnozowaniu schorzeń klatki piersiowej i brzucha. Guzy i przerzuty niewidoczne w innych badaniach tu ocenia się dokładnie wraz z odpowiedzią na pytanie czy da się je bezpiecznie zoperować. W KT używamy kontrastów aby wzmocnić obraz narządów zaopatrywanych w krew. Bez tomografu nie istnieje współczesna medycyna. Przygotowanie do badania jest podobne jak do kontrastowych badań rentgenowskich.

Magnetyczny rezonans jądrowy (NMR) jak wspomniałem działa bez wykorzystania promieni X , choć obrazy są nieco podobne do tych z KT. Tu działają wielkie magnesy powodujące chwilową zmianę stanu jąder pierwiastków budujących nasz organizm. NMR jest niezastąpiony w diagnostyce układu nerwowego lecz także w badaniu dróg żółciowych, przetok jelitowych i w wielu innych przypadkach. Przygotowanie jest zbliżone do tego jakie stosujemy w KT. Pewną niedogodnością jest przebieg samego badania (jest dość długie) i odbywa się w jakby tubie (rurze). Osoby cierpiące na klaustrofobię mogą mieć tu problemy. W ostatnich latach pojawiły się urządzenia tzw. otwarte, gdzie problem ten jest mniejszy.  

W następnej części o "młodszej siostrze" promieni X czyli ultrasonografii