poniedziałek, 7 listopada 2016

ALTAMIRA



Wikipedia informuje nas tak: "jaskinia krasowa w górach Kantabryjskich w północnej Hiszpanii, w pobliżu miejscowości Santillana del Mar. Odkryta w 1879 r. Jej wnętrze pokryte jest wielobarwnymi rysunkami należącymi do kultury magdaleńskiej" .
Właścicielem terenów, na których znajduje się owa grota był Marcelino Sanz de Sautuola. Ten hiszpański arystokrata, prawnik i naukowiec amator.  Nie musiał martwić się o pieniądze. Jego potomkowie są właścicielami banku Santander. Wolny czas spędzał zatem  na zwiedzaniu swych posiadłości. Jaskinie Kantabrii znane były miejscowej ludności, zaś tę najsłynniejszą na nowo jak się okazało odkrył myśliwy Modesto Peres w roku 1868. Siedem lat  później dotarł tu Marcelino i rozpoczął jej penetrację. Pewnego dnia roku 1879 zabrał na wycieczkę swą, wówczas dziewięcioletnią, córkę. Dziewczynka oświetliwszy lampą naftową strop,  ujrzała na nim rysunki zwierząt, a dokładnie stada bizonów w różnych fazach biegu. Odpowiednio oświetlony obraz sprawiał wrażenie ruchu. Santuola widział podobne przedstawienia  na artefaktach archeologicznych z Paleolitu, eksponowanych na Wystawie Światowej w Paryżu rok wcześniej. Skojarzył zatem, że owe ryciny mogą pochodzić z tamtego okresu. Dziwiła doskonałość dzieła i geniusz artystyczny ludzi sprzed tysiącleci.  Niecałe trzydzieści lat wcześniej Darwin opublikował swoje dzieło życia, zaś ewolucja była zaciekle zwalczana (wyjątkowo zgodnie jak na te zazwyczaj nienawidzące się wzajem organizacje) przez wszystkie kościoły i wyznania.  Według Biblii człowiek egzystował na planecie od około sześciu tysięcy lat. Oczywiście byli już ludzie, którzy wiedzieli, że są to brednie. Jednym z nich był  prof. Juan Vilanova y Piera z Madrytu, którego Santuola poprosił o krytyczną ocenę znaleziska. Ten natychmiast docenił wagę odkrycia i postanowił, że wraz z Santuolą przedstawią je na Kongresie Prehistorycznym w Lizbonie. Niestety, ponieśli tam całkowitą klęskę. Naukowcy na czele z Émile Cartailhac'em wyśmiali ich teorię , a nawet zarzucili fałszerstwo (farba w wilgotnej jaskini po tysiącleciach nadal wydawała się świeża).  Na początku XX w. dokonano podobnych odkryć na terenie Francji i Hiszpanii. Carthilac zorientował się, że popełnił błąd, stracił szansę na rozpoczęcie nowych badań i upokorzył człowieka. W 1904 opublikował w czasopiśmie „L’Anthropologie” artykuł Mea culpa d’un sceptique. Niestety Santuola już nie żył od szesnastu lat.
Wydawać by się mogło, że rozwój nauki, a wraz z nim postęp są tym , czego pragnie ludzkość.  Dzięki temu żyjemy dłużej, nie umieramy na zapalenie wyrostka czy choroby zakaźne, które w przeszłości zabijały miliony.  Dzięki szczepieniom zwyciężyliśmy ospę. Polio jest w odwrocie. Tymczasem dzieje się coś dokładnie odwrotnego. Działania i wypowiedzi dyskredytujące naukę i osiągnięcia ludzkości stają sie powszechne. Ba mam wrażenie, że są pożądane i modne, cokolwiek owo słowo w epoce mediów społecznościowych znaczy. Nie byłoby  może problemu, gdyby odbywały się w środowiskach ignorantów i ludzi, którym sytuacja ekonomiczna czy polityczna nie pozwoliła odebrać nawet podstawowego wykształcenia. Czyżby brak edukacji szedł w parze z tego typu zachowaniami? Bynajmniej.  Bardzo istotną rolę odgrywa tu religia. Wiara w bogów (a jest tych wytworów ludzkiej fantazji około 5000) zawsze powodowała uwstecznienie rozwoju społecznego. Wspomnijmy Galileusza czy Giordiano Bruno z „naszej paczki religijnej”. O tym co dzieje się w kręgu innych religii (np. kara śmierci za apostazję w Arabii Saudyjskiej) wolałbym nie pisać. Delikatnie mówiąc słabo wspomagają rozwój nauki. Kultura euro-amerykańska wprowadziła pojęcie poprawności politycznej. Nie wolno mówić źle o wyznawcach najdziwniejszych teorii, bo  tak ich ogłosił ich bóg poprzez proroków lub święte księgi. Nikogo nie dziwi zatem fakt, że albinosi w Afryce są mordowani jako demony i złe duchy szkodzące miejscowym bogom. W pojęciu ich wyznawców nie są oni ludźmi. Co najwyżej można ich stamtąd zabrać i chronić w miejscach gdzie nie dotarła owa wiara np. do Nowego Jorku.  Czy w takim razie może dziwić fakt, że w nieskrępowany sposób szerzą swoje poglądy kreacjoniści czy świadkowie Jehowy. Dla nich człowiek istnieje na Ziemi od 6000 lat, zaś artefakty archeologiczne jak choćby tytułowa grota z malowidłami są pomyłką naukowców. Jedynie bowiem Biblia głosi prawdę. Posługują się bez ograniczeń dorobkiem innych nauk (komputery, drukarnie, komórki itp.) zaś archeolodzy to idioci, którzy nie są w stanie odczytać prawdziwej historii stworzenia człowieka przez boga. Mam komfort ateisty, pozwalający mi kpić z wszelkich przejawów owej głupoty, czy to „jehowiańskiej” czy swojskiej odnajdującej na pleśniejącej mące z wodą mięsień sercowy Jezusa (w chwili agonii na krzyżu). Zastanawiam się jak rozmawiać z człowiekiem, który skończył te same studia co jak i któremu władze wydały prawo leczenia ludzi, a który jednocześnie twierdzi, że pojawiliśmy się na planecie około trzy tysiące lat po udomowieniu psa (na tyle wstecz ocenia się to wydarzenie). Jest on świadkiem Jehowy. Ogarnia mnie wówczas uczucie zwane zażenowaniem. Co więcej próby zwrócenia im uwagi na to że być może się mylą uważają za obrazę uczuć religijnych. Pomijam fakt składania ofiar ze zwierząt w środku Europy w roku 2016. Taki miły zwyczaj na muzułmańskie święto. No i ubój rytualny, którego próby zakazania przez rozsądnych ludzi z Sejmu (są tacy nawet w obecnej kadencji), porównywano z działalnością nazistów w okresie Holocaustu.
Istnieje też grupa ludzi, którym udało się (tak twierdzą) uchwycić istotę rzeczy. Po latach obserwacji  krzyknęli: ”Eureka”. Odkryli oni droga iluminacji to co próbowały ukryć tajne i bardzo niedobre organizacje. Szczepienia są szkodliwe, a promują je żądne pieniędzy koncerny farmaceutyczne. Koncerny owe, już dawno odkryły lek na raka, ale ukrywają go przed ludźmi, bo zarabiają krocie na chemioterapii i innych lekach obecnie stosowanych.  Kilka dni temu Internet obiegła wiadomość, że chemioterapia w przypadku bodaj raka sutka jest bardziej szkodliwa niż się spodziewano. No i co? Szach mat naukowcy.  Wygląda na to, że ci ludzie mają racje. Czyżby?  Dokładnie odwrotnie. Uczciwie przeprowadzane badanie pokazuje , że w tym miejscu nauka ma jeszcze wiele do zrobienia. Nauka potrafi przyznać się do słabości. Potrafi użyć zwrotu, który stał się tematem przewodnim wykładu noblowskiego Wisławy Szymborskiej: "nie wiem". Idioci spod znaku antynauki i "boga zapchajdziury" (to genialne określenie podał Dawkins na sytuacje określane "bóg tak stworzył, bóg tak chciał"), stwierdzą, że należy leczyć się wywarem z ciecierzycy lub wykonać sobie lewatywę z kawy w celu leczenia raka sutka. No bo sami lekarze przyznają że chemioterapia jest "be". Proste?   
Oczywiście masoni, bildelbergczycy jak również iluminaci i cykliści, a w Polsce parasolnicy  nie zasypiają gruszek w popiele. Próbują ośmieszyć głosicieli prawdy. Zakazują im występów na Uniwersytetach, twierdzą, że serce Jezusa to jakaś bakteria. Co więcej, co samo w sobie jest przecież śmieszne,  łączą powrót wielu chorób zakaźnych z ruchami antyszczepionkowymi. Uważają, że nie jest prawdą hasło, że kto kocha własne dzieci nie pozwala ich sczepić. O szkodliwości GMO nawet nie piszę bo to oczywista oczywistość.  Pieniądze na tę działalność dają żydowskie i chyba (choć nie ma tu pewności) niemieckie  banki. 
Carl Sagan nazwał naukę światełkiem w mroku.  Córka Santuoli oświetliła strop jaskini w Altamirze i odkryła coś niezwykłego. Trzeba było kilkunastu lat, aby zatryumfowała prawda o naszych przodkach. Prawda zawsze zwycięży. Nie zatrzymają jej bogowie ani idioci i nieucy dający wiarę bredniom. Może spłonie na stosie jeszcze kilku Giordianów, a kilku Santuolów umrze nie doczekawszy tryumfu. Ale tak stanie się z taką pewnością,  jak jutrzejszy wschód  Słońca, które jeszcze nie tak dawno miało krążyć wokół Ziemi, bo tak napisano w pismach.   

2 komentarze:

  1. Smutne to, a będzie jeszcze smutniej. Ja również mam jednak nadzieję, że ten trend się odwróci - może nawet za naszego życia.

    Czasem wręcz odnoszę wrażenie, że wśród zwykłych ludzi rozum coraz częściej zwycięża, a ciemnogród jest głównie propagowany przez populistycznych polityków i takich czy innych przywódców duchowych/religijnych - ale może to tylko wrażenie.

    Myślę, że jedną z przyczyn tego, że ludzie kwestionują naukę i jej osiągnięcia (pomimo ich nieustannego używania) jest to, że uważają oni osiągnięcia nauki za gwarantowane.

    Nie zdają oni sobie sprawy na co dzień (chociaż zapewne gdyby ich przycisnąć, przyznaliby to) z tego, że nie zawsze było tak, jak dzisiaj.

    To co mamy dzisiaj, otrzymaliśmy właśnie dzięki wysiłkom nauki - tej samej nauki, która każe nam szczepić dzieci, proponuje GMO i twierdzi, że ziemia ma 4,5 mld lat i że ludzie wyewoluowali - podobnie jak wszystkie organizmy na ziemi - z jednego wspólnego przodka.

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż Trump ma właśnie poglądy takie jak opisałem. Niech bóg strzeże nas, jeśli jest

    OdpowiedzUsuń