Pokazywanie postów oznaczonych etykietą in vitro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą in vitro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 listopada 2013

NIESKALANE SUMIENIA


Z radością powitałem informację, że Komitet Bioetyki Polskiej Akademii Nauk uznał iż "Klauzula sumienia jest nadużywana i służy narzucaniu pacjentom przekonań moralnych lekarzy" . Zawsze byłem takiego zdania, zaś pomysł poszerzenia  klauzuli na farmaceutów uznawałem za co najmniej dyskusyjny jeśli nie chory. Z całym szacunkiem, to lekarz leczy, a pacjent ma prawo do zakupu każdego legalnego środka bez konieczności  wysłuchiwania religijnego widzimisię aptekarza.

W ostatnich latach paternalistyczny stosunek do pacjenta stał się passé. Chory (lub jego bliscy) współuczestniczy w planowaniu terapii. Tymczasem okazuje się, że część legalnych w danym kraju procedur może być niemożliwa do wykonania. Tak, niemożliwa, a nie jedynie utrudniona. Jeszcze wrócę do tego tematu. Jako że eutanazja jest w Polsce prawnie zakazana pozostaje aborcja, „in vitro” i antykoncepcja. Od czasu do czasu tematy te są podnoszone przez "obrońców życia" i środowiska liberalne. Zbiega się to z wyborami i podobnymi zdarzeniami.  Klauzula sumienia pozwala lekarzowi odmówić wykonania danej procedury czy jak rozumiem także wypisać recepty na środek antykoncepcyjny. Wielu chciałby poszerzyć ów przywilej na szpitale, przychodnie i inne państwowe zakłady służby zdrowia. Kto miałby decydować o „systemie wartości” danej palcówki . Dyrektor?, Rada Społeczna?, a może referendum pracowników. A jeśli znajdzie się tam ktoś, komu ów system wartości nie będzie odpowiadał? Poddamy go ostracyzmowi? Nie podamy ręki? Grzecznie poprosimy żeby sam się zwolnił, bo jakoś nam nie pasuje?

Jeżeli jest to jednostka prywatna, dajmy na to szpital wyznaniowy, nie mam pytań. Lecz przykładowo szpital w którym pracuję, utrzymywany jest również z moich podatków, podatków kolegi protestanta, wyznającego prawosławie, ateisty czy Świadka Jehowy i czy nie przekłada się to jakoś na to, że każdy z nas chciałby, aby szanowano tam jego prawa (mówię o dopuszczonych przez prawo polskie działaniach), a nie postanowieniach jakiś gremiów.

Żeby była jasność, rozumiem ustawodawców wprowadzających klauzulę sumienia. Potrafię zrozumieć nawet Kolegę, który odmówi operacji z wytworzeniem stomii, bo ma ku temu argumenty wyznawanej przez siebie religii (nie znam takiej na razie, ale kto wie, jeśli choroby psychiczne „leczymy” egzorcyzmami, nic mnie nie zaskoczy). Wiem dlaczego takie uwarunkowania prawne zostały wprowadzone. Historia pokazała, aż nadto dobitnie, jak lekarze byli  włączani w najbardziej obrzydliwe działania, nie mając postaw prawnych do odmowy. Ale jak mawia stary dowcip, czasy się zmieniły. Żadna siła polityczna nie zmusza nikogo do aborcji czy eutanazji (przynajmniej w Polsce). Jeśli ktoś zmusza dalejże go do prokuratora i sam się podpiszę pod wnioskiem ! Polskie prawo dopuszcza w kilku przypadkach aborcję jako działanie legalne. O podziemiu aborcyjnym nie będę pisał, bo wiadomo, że istnieje i ma się znakomicie. Znakomicie mają się też PT Koledzy aborterzy z dawnych lat, dziś w pierwszych szeregach „pro life”. Oceniam ich moralność na równi z wysokimi oficerami LWP, zrywającymi onegdaj z szyj żołnierzy medaliki, a stającymi w pierwszym rzędzie do Stołu Pańskiego na mszach rocznicowych, od chwili gdy z nazwy armii znikła literka „L”. Jakoś wydaje mi się, że spotkam ich wkrótce w awangardzie walki o poszerzoną klauzulę sumienia i w opozycji do konstatacja wspomnianej wyżej Komisji. Żarliwość neofity jest zawsze wielka.   

Załóżmy  taką sytuację. Do poradni ginekologicznej zgłasza się młoda kobieta. Zaszła w ciążę w wyniku gwałtu. Jest nieco upośledzona psychicznie, a na dodatek ma ciężką wadę serca i jeszcze kilka chorób, które doprowadzą ją do śmierci lub znacznie pogorszą jej stan zdrowia, gdy ciąża rozwinie się i dojdzie do porodu. Doktor, oczywiście zasłaniając się klauzulą sumienia, odmawia wykonania legalnej w tym przypadku aborcji. Czy powinien poinformować pacjentkę lub jej rodzinę (jest upośledzona) o tym kto może wykonać taki zabieg. Moim zdaniem tak i jeśli tego nie zrobi powinien być ukarany z cała surowością. Ba, zobowiązuje go do tego Art. 39 „Ustawy o Zawodzie Lekarza i Lekarza Dentysty”, który stwierdza: „lekarz może powstrzymać się od wykonania świadczeń zdrowotnych niezgodnych z jego sumieniem, z zastrzeżeniem art. 30, z tym że ma obowiązek wskazać realne możliwości uzyskania tego świadczenia u innego lekarza lub w innym zakładzie opieki zdrowotnej oraz uzasadnić i odnotować ten fakt w dokumentacji medycznej (podkreślenie moje W.S). Właśnie „realne”.  Powiedzmy, że wskazał miejscowy szpital. Niestety kilka dni wcześniej podjęto tam, powołując się na dyrektywę europejską decyzję, że placówka ta nie wykonuje takich zabiegów. Najbliższy szpital jest ponad 100 km stąd. Miałem kiedyś gabinet w jednej z podbydgoskich ( 35 km) miejscowości . Proszę mi wierzyć wyprawa do Bydgoszczy (bilet wówczas 6 zł) była dla wielu nie do zrealizowania. I tak minął 12 tydzień ciąży. Teraz już prawo zabrania aborcji. Aborcja „podziemna” kosztuje o wiele więcej niż 6 zł. Pacjentka zmarła. Dziecka nie udało się uratować… . Sumienie doktora pozostało jednak nieskalane.  

Jeszcze raz napiszę to wyraźnie. Rozumiem potrzebę klauzuli sumienia. To nasza obrona przed naciskiem przełożonych, funduszy i wszelakich ludzi chcących wymusić coś na lekarzach. Tu może mała kazuistyka, a jeśli odmówię pobrania krwi „na siłę” od sprawcy wypadku, który nie chce aby wykonać na nim ten zabieg. Tymczasem Policja czeka za drzwiami na ampułkę z krwią? Czy mam prawo odmówić bo zabrania mi sumienie? Zdaje się nie tak dawno podobna sprawa trafiła przed oblicze sądu.

Jednak, choć wielu nie podoba się owo słowo jesteśmy „służbą”. Służymy człowiekowi, który może mieć równie dobrze za nic moje poglądy religijne czy jakiekolwiek. Mam wykonać to czego potrzebuje (również zdrowy!) pacjent. Jeśli nie chcę dokonać tego sam muszę wskazać natychmiast kogoś kto to zrobi, jeśli oczywiście nie łamie to prawa. Kiedy tego nie zrobię powinienem być ukarany nawet zabraniem prawa wykonywania zawodu. On chce abym mu przetoczył, albo nie krew, ona chce abym dokonał aborcji, bo dokonano na niej gwałtu lub ciąża zagraża jej życiu. Ona domaga się abym wypisał jej środek antykoncepcyjny. Mają do tego prawo i nie jest dla nich ważne czy chodzę do kościoła, meczetu czy synagogi czy nigdzie. Chodzę bowiem w białym fartuchu, który jest (powinien być) jak toga sędziego, którego poglądy społeczne, polityczne czy religijne nie mogą wpływać na wyrok. Pamiętajmy, że polscy sędziowie już nie wydają wyroków śmierci. My nadal możemy. I tę konstatację polecam szczególnej uwadze zwolennikom poszerzonej klauzuli sumienia. 

 

 

niedziela, 21 lipca 2013

„IN VITRO” VERITAS


Zawsze zastanawiał mnie jeden fakt. Otóż prawie codziennie daje się słyszeć lub czytać, że Polska to kraj katolicki, gdzie 95% to ludzie głęboko wierzący i narzucanie im np. Karty Praw Podstawowych to spisek masońsko-liberalno-żydowsko- (tu można wpisać dowolną grupę społeczno- narodową), mający zabić zdrową substancję narodu. Spróbujmy zatem przyjrzeć się temu bliżej. Jeśli istotnie mamy tak wysoki odsetek szczerych wyznawców rzymskiego katolicyzmu, a jak mi wiadomo inne wyznania chrześcijańskie (również Świadkowie Jehowy) odrzucają a priori możliwość aborcji i „in vitro” to pozostanie nam grupa kilkuset tysięcy niewierzących lub wyznających inne bardziej „egzotyczne” religie. Te ostanie (zwłaszcza wschodnie) też odrzucają wspomniane działania. Pozostaje więc doprawdy maleńka grupa radykałów nie wierzących w nic. Ilu z nich jest w okresie prokreacyjnym i na problemy ze spłodzeniem potomstwa? Kilkuset? Kilkudziesięciu? Zapewne mało. Dochodzę więc do konstatacji, że problemy te w moim kraju nie powinny w ogóle istnieć lub stanowić kazuistykę wartą publikacji.  A jednak tak  nie jest. Polacy lubią wybierać z magisterium Kościoła tylko to co im w danej chwili odpowiada (vide współżycie przedmałżeńskie itp.). Wolałbym więc aby w dyskusji nie używano owego argumentu „głębokiej narodowej wiary” , gdyż jest on niezwykle łatwy do obalenia. Dla mnie wiara to zobowiązanie do przestrzegania wszystkich  jej zasad.

Załóżmy, że jestem chrześcijaninem, katolikiem i po podjęciu regularnego współżycia (rzecz jasna dopiero po ślubie) z moją poślubioną w kościele żoną,  bez używania jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych za wyjątkiem kalendarzyka i badania śluzu,  nie zostałem obdarzony potomstwem. Wiem wtedy, że Bóg w swej bezgranicznej dobroci i zarazem wszechmocy tak zadecydował i przyjmuję to jako jego wyrok. Jeżeli boli mnie to i jest mi z tym źle poczytuję to za krzyż , który przyszło mi dźwigać na tej ziemi. Czyż nie tak naucza wiara, której wyznawanie powinno być chlubą chrześcijanina?

O problemie aborcji może tylko kilka zdań. Po pierwsze histeryczna walka z antykoncepcją i szermowanie  argumentami o „poniżeniu” kobiety poprzez założenie prezerwatywy budzi mój niesmak i choć może nie powinna, śmiech. Pominąwszy środki wczesnoporonne, konia z rzędem temu kto przekona mnie o istnieniu fundamentalnej różnicy pomiędzy obliczeniem z kalendarzyka momentu „w którym można bezpiecznie”,  a założeniem prezerwatywy.

Po wtóre zgadzam się z argumentem, że blastula , morula czy zygota są etapem rozwoju człowieka. Zarówno ja jak i PT Czytelnicy nimi byliśmy. Jednak moim skromnym zdaniem istnieje chyba różnica pomiędzy kilkudziesięcioma komórkami a dorosłym zwierzęciem powiedzmy z rzędu Primates, które prawdopodobnie tez maja świadomość swego bytu. Te jednak zabijamy bez dyskusji filozoficznych , nie zawsze w szlachetnych celach badań naukowych.

„Obrońcy życia” zyskali (zwłaszcza po upadku komuny) wielu działaczy w osobach ginekologów , którzy do tego okresu wykonywali po kilka aborcji dziennie. Oficjalnie doznali iluminacji niczym Szaweł u wrót Damaszku. Ten jednak usłyszawszy głos Pana i przeistoczywszy się w Pawła wyrzekł się dóbr doczesnych. Może się mylę ale nie słyszałem aby nasi neofici dokonali podobnego czynu. Ich wille i konta pozostały jak mi wiadomo nienaruszone. Ci mniej znani nadal „bezboleśnie przywracają miesiączki” z dobrym zyskiem (proponuję przejrzeć ogłoszenia w bydgoskich gazetach).

Niepłodność jest określona przez ICD-10 (International Classification of Diseases) jako choroba : N97- niepłodność kobieca ; N46 – niepłodność męska.

Powołaniem lekarza jest leczenie choroby. Poniższe cytaty zaczerpnąłem z portalu „Prawda o „in vitro” http://www.informacje.int.pl/in-vitro, będący internetową witryną „Naszego Dziennika”. Kilku cytowanych tam autorów ( a wśród nich prof. Chazan)  powołuje się na fakt, że „Zapłodnienie pozaustrojowe nie jest metodą leczenia niepłodności, jest to metoda obejścia problemu”, gdyż pary pozostają nawet po szczęśliwym rozwiązaniu niepłodne. Trudno się nie zgodzić. Przypomnę jednak może tylko, że powiedzmy taka sobie hemodializa idealnie wpisuje się w ową definicję. Nie wspomnę nawet o leczeniu paliatywnym. Czyste obejście problemu!

Z owego portalu internauta dowie się, że ponad milion żyjących „dzieci z probówki” cierpi na tzw. „Zespół Osoby Ocalonej” . Oprócz nich cierpią na to schorzenie  dzieci, które miały podlec aborcji. Otóż jak czytamy tam: „Skoro rodzice lub lekarz wybrali je do życia, to wydaje się im, że ci sami ludzie mogą zadecydować o tym, kiedy mają umrzeć. I odwrotnie - mogą chcieć same decydować o życiu kolejnego pokolenia.
Dzieciom z Zespołem Osoby Ocalonej trudno jest ukształtować swoją tożsamość. Mogą być niepewne, kim naprawdę są i po co istnieją. Z badań wynika, że osoby te z jednej strony obawiają się śmierci, a z drugiej spodziewają się, iż umrą śmiercią nagłą. Są przekonane, że ich życie nie będzie sukcesem i że będzie bardzo ciężkie. Wierzą, że ostatecznie spotka je jakaś nagła zagłada, a ich życie będzie pasmem udręk i ciężarów
”. Koszmar, nie życie!

Niestety nie mogę zweryfikować tych strasznych doniesień, gdyż nie znam takiego człowieka. Może dlatego, że większość z nich popełniła już samobójstwo nie mogąc pogodzić się z faktem bycia „innym”. Trochę to dziwne, bo w innych źródłach czytałem, że są to raczej normalni ludzie dziś już studiujący i mający własne rodziny.

Dowiadujemy się też, że dzieci poczęte w sposób wspomagany  mogą być ofiarami wielu groźnych zespołów  chorobowych prowadzących do nieuchronnego kalectwa lub śmierci. Jeżeli nawet założymy, że autorzy w sposób uczciwy przedstawili wszystkie doniesienia na ten temat (nie znalazłem tam doniesień mówiących coś przeciwnego), dziwi fakt owej troski. Wszak według „obrońców życia” każde dziecko nawet z ciężkimi uszkodzeniami wykrytymi w czasie życia płodowego, a także z ciąży zagrażającej życiu matki winno się urodzić.

Próżno w owym portalu szukać wypowiedzi osób, które zostały rodzicami w wyniku „in vitro” i maja zdrowe, normalne dziecko. Prosta uczciwość każdego człowieka, a zwłaszcza katolika nakazywałby ich przedstawienie. Może się mylę, ale tak mi się zdaje.

Jakie argumenty świadczą zdaniem twórców portalu przeciw „in vitro” ? Przytoczę je z moim komentarzem:

1. lekceważenie Boga i stworzonych przez Niego praw;

Nie każdy wierzy w Boga chrześcijan lub w ogóle nie wierzy, co (mam nadzieję również w opinii twórców portalu  ) nie odbiera mu godności człowieka i prawa o stanowieniu o sobie
2. wykroczenie przeciwko I przykazaniu Dekalogu poprzez przypisywanie sobie władzy stwórczej ("bezkompromisowa wola posiadania dziecka za wszelką cenę staje się uzurpacją");

Przypomnę , ze Bóg nakazał Pierwszym Rodzicom czynienie sobie ziemi poddanej i rozmnażanie się.  Rozwój nauki i nowe jej możliwości są realizacją owego nakazu.
3.  traktowanie ciała ludzkiego, będącego świątynią Ducha Świętego, wyłącznie jako zespołu narządów przeznaczonych do dowolnych manipulacji (nie każdy sposób reprodukcji jest godny człowieka);

Jak w punkcie 1.
4. ujmowanie życia ludzkiego w kategoriach hodowli degraduje człowieka do rzędu istot nierozumnych

Moim zdaniem rozwój człowieka w łonie matki z własnego materiału genetycznego nie jest hodowlą, zaś takie stawianie problemu jest obrazą ludzi myślących inaczej nisz redaktorzy „Naszego Dziennika”

5. desenzytyzacja, czyli uniewrażliwienie ludzkiego sumienia, daltonizm etyczny;

Czy miłość i pragnienie posiadania dziecka jest sprzeczne z sumieniem i etyką? Z moją nie.
6. brak poszanowania wolności poczętego dziecka, jego autonomii, osobowej niepowtarzalności, prawa do miłości od poczęcia;

Nie wiem o co chodzi z wolnością dziecka. Szczerze mówiąc też nie miałem okazji zapytać mojej córki przed jej poczęciem czy chce się urodzić. Czy dziecko z probówki nie jest niepowtarzalne? Czy rodzice w czasie 9 miesięcy ciąży i późniejszego życia odmówią owemu upragnionemu dziecku miłości , ponieważ jest „in vitro”?

7. dewaluacja aktów małżeńskich poprzez rozerwanie jedności dwóch zasadniczych celów współżycia seksualnego, tj. wyrażania miłości i przekazywania życia;

Czy każdy akt seksualny człowieka kończy się poczęciem? Czy rodzice oczekujący dziecka „in vitro” przestają się kochać?
8. naruszenie jedności i wierności małżeńskiej, zwłaszcza przy zapłodnieniu nasieniem dawcy

Wydaje mi się, że wierność małżeńska jest pojęciem dotyczącym uczucia do obcego człowieka i współżycia pozamałżeńskiego, a  nie  nasienia, którym zapłodniono sztucznie kobietę. W tym momencie dziecko jest „w połowie” małżeństwa. Dziecko adoptowane jest genetycznie obce.
9. deprecjacja powołania małżeńskiego i rodzicielskiego

Wręcz przeciwnie to jego realizacja, tylko za pomocą metod jakie zapewnia współczesny rozwój cywilizacyjny.

Można dyskutować o „nadliczbowych” zarodkach. To jest problem i z tym się zgadzam. Jednak przypomnę, że wiele zarodków podlega samoistnemu poronieniu przy całkowitej niewiedzy partnerów. Moim zdaniem należy dążyć do doskonalenia metod „in vitro” , które zapewnią być może zmniejszenie lub wyeliminowanie „nadliczbowych” embrionów. Tylko nauka nieskrępowana przez ideologię jakiejkolwiek maści może doprowadzić do owego celu który Bóg nakazał Adamowi i Ewie. Człowiek ma wolną wolę, którą jak chcą wierzący dał im sam Bóg. Niech wiec wybierają to co im nakazuje sumienie. Państwo powinno moim zdaniem pomagać chorym, a niepłodność jest chorobą dla niektórych gorszą od raka. Bowiem na raka się umiera zostawiając potomstwo, często będąc trzymanym za rękę przez syna czy córkę. W przypadku niepłodności nie zostawia się swojego śladu na ziemi. Tę ostatnią uwagę polecam szczególnemu przemyśleniu czytelnikom „Naszego Dziennika”     

 

 

czwartek, 27 czerwca 2013

ANIOŁY, KLONY I DEMONY


Okrzepłszy nieco na stanowisku felietonisty postanowiłem wejść na tereny zagadnień trudnych, gdzie wzorem antycznych tragedii prawie każde wyjście jest złe. Od wielu lat w naszym kraju trwa ( a właściwie nie ma jej ) dyskusja o aborcji, eutanazji, klonowaniu a ostatnio o „ in vitro” . Natężenie owych gorszących pyskówek  jest wprost proporcjonalne do kalendarza wyborczego lub doniesień, że ktoś żąda eutanazji dla siebie lub kogoś bliskiego. Poziom dyskursu urąga wszystkiemu co stanowi jego określenia. Media w zależności od „koloru” podają informacje, które delikatnie rzecz ujmując mijają się z prawdą, zwłaszcza w aspekcie zagadnień medycznych i biologicznych, a niektóre z opcji świadomie kłamią stwarzając wizję hekatomby embrionów i staruszków. Poglądy polityków, a to pozwalają na stosowanie aborcji jako środka antykoncepcyjnego, a to nakazują rodzić dziecko z gwałtu na chorej psychicznie 14-latce.  Naukowcy i lekarze zachowują wstrzemięźliwość w wypowiedziach nie chcąc narazić się aktualnie lub „in spe” rządzącym.  Ja postanowiłem jednak przyjrzeć się owym zagadnieniom nieco z boku. Nie należę do żadnej partii, nie boję się więc gniewu ich przywódców. Źródeł wartości upatruję raczej w uniwersalnej moralności danej każdemu bez względu na wyznawaną wiarę, kolor skóry czy przynależność plemienną.  Jednak muszę rozpocząć od spraw wiary. Każda z wielkich i małych religii na ściśle określone, zapisane lub wypowiedziane zasady wobec wspomnianych problemów. Są one zapisane w tzw. świętych księgach, a raczej tak je interpretują wyznawcy owych ksiąg, gdyż jak mi się wydaje powiedzmy 4000 lat temu klonowanie było raczej w powijakach podobnie jak tabletki progesteronowe. W skrócie zasady owe można  wyrazić w następujący sposób: „Tylko Bóg (różnie nazywany) decyduje o poczęciu, życiu i śmierci. Nie wolno stosować aborcji, eutanazji, zapłodnienia poza organizmem kobiety, nie wolno klonować komórek człowieka. W wielu krajach zasady te wprowadzono oficjalnie lub w sposób bardziej zakamuflowany do prawa państwowego. Spróbujmy zatem przyjrzeć się jaka jest realizacja owych zaleceń w Polsce, uznawanej za kraj „modelowo” katolicki. Rozpocznijmy od „in vitro” Jeśli istotnie mamy tak wysoki odsetek szczerych wyznawców rzymskiego katolicyzmu, a jak mi wiadomo inne wyznania chrześcijańskie (również Świadkowie Jehowy) odrzucają a priori możliwość aborcji i „in vitro” to pozostanie nam grupa kilkuset tysięcy niewierzących lub wyznających inne bardziej „egzotyczne” religie. Te ostanie (zwłaszcza wschodnie) też odrzucają wspomniane działania. Pozostaje więc doprawdy maleńka grupa radykałów nie wierzących w nic. Ilu z nich jest w okresie prokreacyjnym i na problemy ze spłodzeniem potomstwa? Kilkuset? Kilkudziesięciu? Zapewne mało. Dochodzę więc do konstatacji, że problemy te w moim kraju nie powinny w ogóle istnieć lub stanowić kazuistykę wartą publikacji w renomowanych pismach na przykład z dziedziny socjologii.  A jednak tak  nie jest. Polacy lubią wybierać z magisterium Kościoła tylko to co im w danej chwili odpowiada, zachowując się jak niesforny sztubak, który z ciasta wyjada bakalie. Rozważmy na  przykład  współżycie przedmałżeńskie, rynek środków antykoncepcyjnych, uczestnictwo w obowiązkowych obrzędach itp. Podać statystyki? Są dostępne powszechnie w Internecie i żeby uciąć dyskusję również podawane są przez  sam Kościół.  Wolałbym więc aby w dyskusji nie używano argumentu „głębokiej narodowej wiary” , gdyż jest on niezwykle łatwy do obalenia. Dla mnie wiara to zobowiązanie do przestrzegania wszystkich  jej zasad. Załóżmy, że jestem chrześcijaninem, katolikiem i po podjęciu regularnego współżycia (rzecz jasna dopiero po ślubie) z moją poślubioną w kościele żoną,  bez używania jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych za wyjątkiem kalendarzyka i badania śluzu,  nie zostałem obdarzony potomstwem. Wiem wtedy, że Bóg w swym bezgranicznym miłosierdziu i zarazem wszechmocy tak zadecydował i przyjmuję to jako jego wyrok. Jeżeli boli mnie to i jest mi z tym źle poczytuję to za krzyż , który przyszło mi dźwigać na tej ziemi. Czyż nie tak naucza wiara, której wyznawanie powinno być chlubą chrześcijanina? Odwiedzając kraje muzułmańskie można się przekonać jaką rolę pełni tam religia. Jest tam traktowana śmiertelnie poważnie. Nie będę oczywiście dyskutował czy to dobrze czy źle ścinać komuś głowę za przyjęcie chrztu lub posiadanie w domu Biblii. PT Czytelnicy odpowiedzą sobie na to pytanie sami.

Niepłodność jest określona przez ICD-10 jako choroba : N97- niepłodność kobieca ; N46 – niepłodność męska. Powołaniem lekarza jest leczenie choroby. Przeciwnicy leczenia metodą „in vitro” powołują się na fakt, że „Zapłodnienie pozaustrojowe nie jest metodą leczenia niepłodności, jest to metoda obejścia problemu”, gdyż pary pozostają nawet po szczęśliwym rozwiązaniu niepłodne. Trudno się nie zgodzić. Przypomnę jednak może tylko, że powiedzmy taka sobie hemodializa idealnie wpisuje się w ową definicję. Po opuszczeniu stacji dializ nerki pacjenta nadal nie funkcjonują.  Nie wspomnę nawet o leczeniu paliatywnym. Czyste obejście problemu!

Tylko dalsze badania pozwolą na wprowadzenie metod, które nie będą wymagały „nadliczbowych” embrionów. Jeśli ktoś stoi na stanowisku, że tylko siły wyższe decydują o posiadaniu potomstwa, nie jest jak mniemam, ani nie powinien być zmuszany do stosowania „in vitro” . Nie ma on też jednak prawa narzucać swojego światopoglądu innym  ludziom, jeśli prawo dopuszcza stosowanie wspomaganej prokreacji. Takie są zasady demokracji za którą nie tak znowu dawno wielu oddało swoje życie. Dziwne, że dziś ich koledzy próbują robić to samo co ich dawni wrogowie – narzucać większości swoje „jedynie słuszne” poglądy. Z dużym niesmakiem odnajduję w tym gronie kolegów lekarzy.

Aborcja przewija się przez media, salony polityczne i zwyczajne domy. To temat nieomal dyżurny. Co rusz ktoś chce zmieniać (w obie strony)  istniejącą dość dobrą ustawę - wynik mądrego kompromisu. „Obrońcy życia” zyskali (zwłaszcza po upadku komuny) wielu działaczy w osobach ginekologów, którzy do tego okresu wykonywali po kilka aborcji dziennie. Oficjalnie doznali iluminacji niczym Szaweł u wrót Damaszku. Ten jednak usłyszawszy głos Pana i przeistoczywszy się w Pawła wyrzekł się dóbr doczesnych. Może się mylę ale nie słyszałem aby nasi neofici dokonali podobnego czynu. Ich majątki zdobyte w sposób, który ich obecnie brzydzi, pozostały jak mi wiadomo nienaruszone. Ci mniej znani nadal „bezboleśnie przywracają miesiączki” z dobrym zyskiem (proponuję przejrzeć ogłoszenia  gazetach). Przyznam, że nie jestem zwolennikiem traktowania aborcji jako środka antykoncepcyjnego. Rozumiem nawet obiekcje przed stosowanie środków wczesnoporonnych w tym tzw. spirali. Jednak oddam konia z rzędem temu, kto powie mi jak jest moralna różnica pomiędzy założeniem prezerwatywy lub stosowaniem tabletek antykoncepcyjnych. a obliczaniem „czy dziś można bezpiecznie”. Jeżeli człowiek w swym rozwoju nauczył się panować nad swoją płodnością, w imię czego miałby rezygnować z owych osiągnięć. Oczywiście jeśli ktoś chce używać tylko metod „naturalnych” może to robić, lecz nie powinien zabraniać innym postępowania odmiennego niż swoje. Mam dziwne wrażenie, że tzw. wiedza ogólna naszego społeczeństwa jest mizerna. O edukacji seksualnej nie wspomnę, żeby nie obudzić histerii. Próba wyjaśniana młodzieży czym jest cykl miesiączkowy czy wzwód prącia, kończy się okrzykami, że namawia się ją do seksu, porubstwa itp., a rodzice mają sami wyjaśniać potomstwu trudne arkana seksualności człowieka. Jako że moja córka zna już te tematy, pozostaje mi życzyć powodzenia innym. Nawiasem mówiąc ciekawi mnie czemu nauczanie powiedzmy historii nie budzi takich emocji. A tam można naprawdę namieszać w głowach. Może się mylę, lecz sądzę, że właśnie edukacja daje wolność wyboru, a jednocześnie wyzwala człowieka ze stereotypów. Edukacja pozwala na szersze spojrzenie na świat i odnalezienie w nim dobra lub samodzielne próby jego poszukiwania. Nie bez kozery wszyscy okupanci zaczynali od mordowania inteligencji i zamykania szkół.

 

W krajach należących do cywilizacji judeochrześcijańskiej pojawia się również  inny problem. Jest nim niedostosowanie prawa  do postępu nauki, a zwłaszcza medycyny. Wszystko co jest możliwe do zrobienia w nauce, będzie zrobione. Na pewno! Przeszkodą mogą być tylko pieniądze. Stawką są nowe metody leczenie, które przyniosą firmom miliardy. Człowiek współczesny żąda zdrowia, urody, długowieczności. W sumie ma rację, gdyż zgodnie z boskim nakazem czyni sobie ziemię poddaną. Biologia odkrywa coraz to nowe tajniki ciała zwierząt i ludzi. Nowe metody leczenia oddalają widmo cierpienia, a nawet przesuwają nieco dalej datę śmierci. Większość z ludzi, a śmiem twierdzić, że nawet lekarze nie zastanawiają się jaka droga powstały leki i inne metody terapii, które stosują na co dzień.  Ile z nich przetestowano na ludziach (nie mówię oczywiście o zarejestrowanych i kontrolowanych badaniach klinicznych). Ciekaw byłbym gdyby na przykład na lekach (a jest ich sporo) znalazłaby się informacja: ”testowano na więźniach”. Ilu z nas odmówiłoby przyjęcia takiego specyfiku powiedzmy ratującego życie? Nieco podobną sytuację tworzą badania nad komórkami macierzystymi i klonowaniem. Czy ci, którzy dziś zabraniają tych badań byliby tak samo negatywnie nastawieni do kuracji powstałej na ich bazie, która ratowałby ich wnuka lub dziecko.  Moim zdaniem zabranianie owych eksperymentów jest niewybaczalnym błędem. Tylko doskonale wyposażone laboratoria, w których pracują najwybitniejsi specjaliści i oczywiście fundusze zapewnią postęp w tej dziedzinie. Społeczeństwo ma prawo jako finansujący owe badania znać ich rezultaty. Alternatywą będą laboratoria prywatne, w krajach gdzie 16 komórek nie jest uważane za człowieka. Obojętnie jak o tym ktokolwiek z nas myśli, takie kraje istnieją. Jedynie nauka może odpowiedzieć na pytania tego świata. Pod pojęciem nauka rozumiem  nie tylko przedmioty ścisłe. Niestety prawo nie nadąża jak wspomniałem za rozwojem nauk biologicznych. Pojawiają się pytania o kres ingerencji w ciało człowieka, o początek i koniec życia. W dyskusji biorą udział przedstawiciele kościołów różnych wyznań, a w wielu krajach jest on decydujący. Znalezienie kompromisu jest trudne, jeśli w ogóle możliwe. Widać to wyraźnie również w Polsce. Kompromisy nigdy nie są łatwe. Każda ze stron musi coś oddać , żeby coś zyskać. I jeszcze jedno. Trzeba dyskutować o realiach i czymś co nazywa się „evidence based” a nie o widzimisię jakiejś grupy. Trzeba przedstawiać społeczeństwu prawdę o badaniach, metodach, powikłaniach i wynikach. Prawda jest trudna do zdefiniowania, lecz nie może ona oznaczać poglądów „obrońców życia”, „feministek”  czy powiedzmy ludzi którzy wywiedli z Biblii, że nie należy przetaczać krwi umierającemu. Prawda ma być tym czym jest dla większości ludzi czyli harmonią z istniejący realnie stanem rzeczy. Taka prawda wyzwala i niszczy demony głupoty i zacietrzewienia.