sobota, 31 sierpnia 2013

GDYBY KÓZKA NIE SKAKAŁA CZĘŚĆ II „NA DRODZE I PRZY PRACY”


Wspomniałem już, że wypadki stanowią drugą, a w młodszej grupie wiekowej pierwszą przyczynę zgonów. Szczególną role odgrywają tu wydarzenia związane z pojazdami mechanicznymi. Nie będę dociekał czy winna jest jakość samochodów i dróg, czy wreszcie kultura i umiejętność jazdy. Faktem jest, że tygodniowo w Polsce ginie na drogach kilkadziesiąt osób. Jeszcze raz przypomnę, że wielu z nich mogłoby żyć, gdyby świadkowie wypadku umieli udzielać pierwszej pomocy, od niej bowiem zależy dalszy los ofiar katastrofy.

Odrębnym problemem, który wymagałby oddzielnego artykułu jest alkohol. Ileż to razy kierowca wiozący całą trzeźwą rodzinę jest pijany w sztok! Potem zazwyczaj słyszymy, że to pierwszy raz, że nigdy nie pije itd. Sprawa prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu jest tak oczywista, że nie będę poświęcał jej już więcej uwagi.

W obecnej chwili nasz system opieki zdrowotnej podlega zmianom. Zmienia się również obraz ratownictwa medycznego. Istnieje tendencja do tworzenia centrów urazowych, w których pracują lekarze wielu specjalności, a przede wszystkim anestezjolodzy, chirurdzy, ortopedzi i neurochirurdzy. Taki zespól potrafi zapewnić wysokospecjalistyczną opiekę nad rannym. Pozostaje jednak problem tzw. pomocy przedlekarskiej. Od niej zależy życie chorego. Dla podkreślenia ważności okresu od wypadku do przewiezienia do szpitala, nadano mu nazwę „złotej godziny”. Nie chodzi tylko o szybkie dostarczenie rannego do ośrodka medycznego (choć jest to niezwykle ważne). Musimy zadbać, aby ofiara nie zmarła na miejscu zdarzenia z  błahej niekiedy przyczyny. 

Co więc robić na miejscu katastrofy?

Po pierwsze zatrzymać się w takim miejscu aby nie spowodować następnego nieszczęścia. Wezwać natychmiast zespól ratowniczy. Dziś w dobie telefonów komórkowych nie stanowi to już problemu. Należy podać spokojnie co i gdzie się stało, ile jest ofiar i w jakim są stanie. To niezwykle ważne informacje, gdyż pomogą w wysłaniu odpowiedniego zespołu ludzi i sprzętu. Należy wezwać głośno pomoc innych i wyznaczyć zadania, kto dzwoni kto reanimuje itd.  Teraz, a właściwie równolegle z zawiadamianiem Pogotowia przystępujemy do ratowania ofiar. Jako pierwsze należy ratować osoby nieprzytomne lub nie dające oznak życia. Tymi uczestnikami wypadku, którzy choć wydają się być ranni, są przytomni, możemy zając się nieco później. Zdarza się, że kiedy dojedziemy na miejsce wypadku ktoś już nie będzie żył. Nie należy jednak rezygnować z prób reanimacji. Nazwa ta pochodzi od łacińskiego słowa „anima” oznaczającego duszę. Reanimacja to ponowne przywrócenie ciału duszy. Co wchodzi w jej skład? Po pierwsze udrożnienie dróg oddechowych, przywrócenie oddychania i pracy serca. Wielokrotnie ktoś dusi się, bo w jamie ustnej ma ziemię, błoto, krew czy protezę zębową. Wystarczy oczyścić jamę ustną i chory zaczyna prawidłowo oddychać. Najczęstszym powodem zablokowania dróg oddechowych jest zapadnięty język. U nieprzytomnego cofa się on w kierunku gardła. Trzeba koniec języka pociągnąć w górę i do przodu, jednocześnie wysuwając do przodu żuchwę. Czynność ta zwana manewrem Esmarcha uratowała wiele istnień ludzkich. Jeżeli po wykonaniu opisanych czynności nie uzyskamy prawidłowego oddechu i akcji serca należy przystąpić do wykonania zewnętrznego masażu serca i sztucznego oddychania. Jak zorientować się czy chory oddycha i ma zachowaną czynność serca? O oddechu świadczą ruchy klatki piersiowej.  Akcję serca oceniamy na podstawie wyczuwalnego tętna. Klasyczne miejsce badania na wewnętrznej powierzchni nadgarstka od strony kciuka nie jest zbyt wiarygodne. Przy niskim ciśnieniu krwi, mimo zachowanej pracy serca możemy tu tętna nie wyczuć. Z drugiej zaś strony, jeżeli tu tętno jest obecne, wszystko jest w porządku. U osób rannych, a zwłaszcza nieprzytomnych tętna należy szukać na szyi, bocznie i w górę od tzw. „jabłka Adama”, lub w pachwinach. Na ocenę mamy około 10 sekund. Jeśli stwierdzamy brak czynności życiowych rozpoczynamy reanimację.

Jak prowadzić reanimację?

Po oczyszczeniu jamy ustnej z zabrudzeń i wyjęciu protez chorego układamy płasko, na plecach na twardym podłożu. Głowę odchylamy do tyłu (można podłożyć pod kark wałek z ręcznika), a żuchwę wysuwamy do dołu i przodu. Zaciskamy nos ofiary dwoma palcami i po głębokim wdechu wdmuchujemy powietrze do jej płuc poprzez usta. „Oddychamy” wraz z ratowanym czyli stosujemy własny rytm oddechu to jest około 12-16/min. Jednocześnie drugi ratownik prowadzi zewnętrzny masaż serca. Polega on na ucisku mostka w jego dolnej części za pomocą wyprostowanych w łokciach kończyn z dłońmi ułożonymi jedna nad drugą. Siła nacisku musi spowodować ugięcie się mostka. Częstotliwość masażu około 100/min. Jeżeli akcję prowadzi dwóch ratowników, po czterech uciśnięciach mostka następuje wdmuchnięcie powietrza. Ostatnio zaleca się jednak prowadzenie reanimacji ciągłej, to znaczy nie przerywamy ani masażu ani oddychania.

Jeżeli na miejscu zdarzenia jesteśmy sami rozpoczynamy od uciśnięcia 30 razy mostka a następnie  wykonujemy (2-3 wdmuchnięcia) i znowu masujemy serce. Sekwencję to powtarzamy. Akcję reanimacyjną prowadzimy aż do przyjazdu karetki reanimacyjnej lub do całkowitego odzyskania przez chorego oddechu i krążenia krwi.

Zazwyczaj na miejscu wypadku samochodowego mamy do czynienia ze złamaniami kończyn, czaszki, kręgosłupa oraz ranami powłok ciała. Komplikuje to znacznie akcję reanimacyjną. Jeżeli chodzi o opanowanie krwawienia z ran pisaliśmy o tym miesiąc temu. Przypomnę, że najlepszym sposobem jest uciskowy opatrunek z gazy na miejsce krwawienia i uniesienie kończyny powyżej poziomu serca. Pamiętajmy więc o samochodowej apteczce, która może uratować życie mimo skromnego wyposażenia.

Aby ocenić stan kończyn i tułowia ofiary wypadku, należy zdjąć częściowo jej odzież. Nie wolno robić tego w ten sposób aby powodować przekładanie chorego. Najlepiej po prostu rozciąć spodnie, sweter czy kurtkę.

Wiele niedomówień istnieje wokół postępowania z chorym podejrzanym o uraz kręgosłupa. Praktycznie każda ofiara wypadku komunikacyjnego może go doznać. Przede wszystkim nie wolno unosić chorego za głowę, barki czy biodra ( przy wyciąganiu z pojazdu) gdyż grozi to przerwaniem rdzenia kręgowego. Przenosić chorego można tylko w ten sposób, że kilka osób podtrzymuje jednocześnie głowę, barki, tułów i kończyny. Wszelki pośpiech jest tu złym doradcą. Na czas transportu należy na szyję założyć specjalny kołnierz Schantza lub wykonać usztywnienie z waty i bandaża.

Złamane lub zwichnięte w stawach kończyny należy unieruchomić za pomocą szyn drucianych lub desek. Uszkodzoną kończynę dolną można w ostateczności na czas transportu do szpitala przybandażować do zdrowej.

Wszystkie te uwagi odnoszą się również do wypadków w miejscu pracy. Fabryki, pola, warsztaty czy gospodarstwa rolne są często widownią wielkich tragedii ludzkich. Natychmiastowa pomoc ratuje życie.

Na zakończenie jeszcze jeden zabójca - prąd elektryczny. Mnogość urządzeń nim zasilanych  sprzyja wypadkom. Przepływ prądu przez ciało człowieka powoduje wiele groźnych zmian, które zależą po części od jego natężenia. Silny prąd może spowodować spalenie ciała ludzkiego. Przy prądach o średnim natężeniu, jakie najczęściej spotykamy, najgroźniejsze są  uszkodzenia mózgu i serca. Przepływ prądu przez serce może spowodować całkowite jego zatrzymanie lub zaburzenia rytmu prowadzące do nagłego zgonu. Również w mózgu mogą powstać nieodwracalne zmiany.

Pierwszym krokiem ratownika musi być odcięcie ofiary od źródła prądu. Nie wolno odciągać rannego gołymi rękami, gdyż można samemu ulec porażeniu. Najlepiej albo natychmiast wyłączyć dopływ prądu, lub usunąć rannego z pola rażenia za pomocą izolatora np. drewna czy plastyku. Porażeniu prądem mogą towarzyszyć złamania ( np. upadek ze słupa energetycznego), oparzenia i otwarte rany. Zatrzymanie akcji serca i oddechu  jest częste i należy rozpocząć natychmiastową reanimację.

Przedstawiliśmy wiele sytuacji, gdzie pierwsza pomoc zależy od ludzi nie będących lekarzami czy pielęgniarkami. To od Państwa , często pierwszych i jedynych świadków tragedii zależy życie ludzkie. Nauczmy się reanimacji i pierwszej pomocy medycznej. W Internecie są filmy i strony poświecone temu zagadnieniu.  Oby ta wiedza się nam przydawała jak najrzadziej. Lecz jeśli nie będziemy potrafili udzielić pomocy umierającemu, będzie nas dręczyć pytanie : „A może mógłby żyć?”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz